Who Is Who In Music 2011

Część pierwsza

Parafrazując Janusza Hetmana, „robimy rankingi, które są ważne, ale są takie sobie”. Innymi słowy: nie zawsze format listy najlepszych utworów i albumów pozwala wyrazić nastroje panujące aktualnie w muzyce, określić kierunki jej dalszej ewolucji, położyć nacisk na to, co w danej chwili ją determinuje. Spróbowaliśmy zatem – na moment przed opublikowaniem zestawień naszych ulubionych piosenek i płyt 2011 roku – ugryźć temat z drugiej strony i zdefiniować stan muzyki ostatnich miesięcy sylwetkami najważniejszych, naszym zdaniem, postaci dzisiejszej branży. Darowaliśmy sobie starych, zasłużonych wilków, o których dobrze wiemy, co potrafią – obecność Thoma Yorke’a, Dana Bejara czy Wayne’a Coyne’a w tym zestawie byłaby truizmem. Tu – poza nielicznymi wyjątkami muzyków już zasłużonych, choć jeszcze nie dość docenionych – stawiamy na tych, którzy swoje najlepsze dzieła mają być może wciąż przed sobą.

Aha, i jeszcze jedno (jak mawiał porucznik Columbo). Drobne post scriptum, nim zaczniecie lekturę: tzw. siła wyższa spowodowała, że dwudziesta postać tej listy doczeka się publikacji dopiero za kilka dni. Póki co, macie tu gorącą dziewiętnastkę „Who Is Who In Music 2011”.

Who Is Who In Music 2011 - Część pierwsza 1

Kto: James Blake

Funkcja: Wokalista, pianista, producent, songwriter

Bio: Blake, podobnie jak Katy B (jego koleżanka z uczelni wyższej), zaistniał w świadomości fanów dzięki podziemnej londyńskiej scenie klubowej. Jego klejone na laptopie utwory zostały przywitane jako jeden z ciekawszych przykładów tzw. post-dubstepu. Przez krótki okres w 2010 r. wspomagał na koncertach Mount Kimbie. Jamesowi marzy się jednak kariera wykraczająca poza ciasne kluby południowego Londynu, czego wyrazem był debiutancki album z piosenkami, wydany nakładem Virgin, a także singiel „Fall Creek Boys Choir” w duecie z Bon Iverem.

Dlaczego: Ponieważ był w ubiegłym roku na ustach przysłowiowych „wszystkich”. Nagrał płytę, która jest wysoko w wielu podsumowaniach, i która wzbudziła prawdopodobnie największe kontrowersje i dyskusję wśród naszych czytelników. Poza tym, być może jest to talent, z którego być może urodzi się jeszcze coś większego. Próbuje łączyć awangardę z głównym nurtem. Mało?

Inspiracje: Chłopak jest nieźle osłuchany. W przypadku nagrań z EP-ek do inspiracji należałoby zaliczyć dubstep Untolda oraz oczywiście Mount Kimbie. Uparci pewnie dosłuchaliby się tam Buriala. Jeśli chodzi o wcielenie piosenkowe – tutaj James zapewne wpisuje się w długą tradycję smutnych pieśniarzy i pieśniarek pokroju Joni Mitchell. Podobno lubi też D’Angelo i Steviego Wondera. Samplował Kelis i Aaliyah. Ze współczesnych stylistycznie najbliżej mu chyba do Jamiego Woona. Najbardziej rozpoznawalne utwory z self-titled to przetworzone piosenki Feist i ojca Blake’a – Jamesa Litherlanda.

Najbliższa przyszłość: Kwiaty, wywiady, autografy. Na razie jego kariera toczy się dwutorowo – eksperymentalne EP-ki wydawane w podziemiu równoważone są koncertami z mainstreamowym materiałem z albumu. Podejrzewam, że Blake będzie chciał zdyskontować sukces długograja kolejnym, ale na razie brak wyraźnych zapowiedzi.

Jeśli jeszcze nie znasz, posłuchaj:

„CMYK [EP]”
„Klavierwerke [EP]”
„James Blake”

Single:
„Air & Lack Thereof”
„CMYK”
„Limit To Your Love”
„Wilhelm Scream”

(Paweł Gajda)

Who Is Who In Music 2011 - Część pierwsza 2

Kto: Chaz Bundick (Toro Y Moi, Les Sins)

Funkcja: Songwriter, wokalista, multiinstrumentalista, producent

Bio: W internecie zahuczało o nim w połowie 2009 roku, na wysokości singla „Blessa”, jednego z nagrań inaugurujących blogosferowe szaleństwo pod nazwą chillwave. Utwór otwierał również wydaną pół roku później pierwszą długogrającą płytę Toro Y Moi, „Causers Of This”. W międzyczasie Chaz objawił też swoje inklinacje klubowe, udostępniając pod szyldem Les Sins post-french-touchowego singla „Lina”. Po ciepłym przyjęciu debiutanckiego longplaya skompletował regularny skład koncertowy – dziś, zwłaszcza po wydaniu pastelowego, żywego albumu „Underneath The Pine”, należy rozgraniczać dwa wcielenia Toro Y Moi: jedno to projekt studyjny Chaza Bundicka, drugie zaś – kwartet muzyków odtwarzających skomplikowane brzmienia oryginałów w wersjach koncertowych.

Dlaczego: Krótkotrwałą szufladkę chillwave’u, której wykreowanie było w dużej mierze jego sprawką, wykorzystał w roli trampoliny, zrywając z nią w najbardziej odpowiednim momencie. Dziś estetyka pożółkłych zdjęć, spogłosowanych wokali i zdeformowanych klawiszowych sampli musi radzić sobie bez niego. W przeciwieństwie do trzeszczących, wczesnych nagrań artysty, wydane w ubiegłym roku „Underneath The Pine” to dowód jego uwielbienia dla muzyki o skłonnościach audiofilskich. Niech nikomu nie umknie też fakt, że w układaniu koronkowych harmonii, wyrafinowanych zmian akordów i – jakkolwiek pretensjonalnie by to nie brzmiało – pięknych, wzruszających melodii, jest mu dziś w stanie dorównać bardzo niewielu.

Inspiracje: W twórczości samplowej („Causers Of This”) i electro-funkowej (EP-ka „Freaking Out”) Bundicka pojawiają się odniesienia do takich artystów, jak J Dilla czy Scritti Politti. Z kolei żywe brzmienie Toro Y Moi (zarejestrowane na „Underneath The Pine”) spotkały się już z porównaniami do m.in. Stereolab, Steely Dan czy Whitest Boy Alive. Jest wreszcie grupa wykonawców sprawujących pełnowymiarowy patronat nad całą jego twórczością. Zaliczają się do nich My Bloody Valentine, Ariel Pink, Beach Boys i Michael Jackson.

Najbliższa przyszłość: Chaz to postać nadproduktywna, zapewne choćby chciał, to nie będzie w stanie przespać kolejnych dwunastu miesięcy, zwłaszcza, że dobra passa (i dobra prasa) towarzysząca „Underneath...” prosi się o wykorzystanie. W planach jest na pewno longplay projektu Les Sins.

Jeśli jeszcze nie znasz, posłuchaj:

„Causers Of This”, nasza płyta roku 2010
singiel „Still Sound” z 2011
singiel „Lina”, wydany pod szyldem Les Sins

(Kuba Ambrożewski)

Who Is Who In Music 2011 - Część pierwsza 3

Kto: Ester Dean

Funkcja: Songwriterka, raperka, producentka

Bio: 24-letnia dziewczyna z Oklahomy, coraz odważniej wdzierająca się na salony wysokobudżetowego r’n’b – na razie głównie jako onieśmielająca dużo bardziej doświadczonych graczy świeżością swojego songwritingu.

Dlaczego: Właśnie w umiejętności wymyślania skutecznych hooków – bo raczej nie w jej skillsach rapowych – należy szukać przyczyn obecności Ester Dean w niniejszym zestawieniu. Mimo młodego wieku Afroamerykanka zaliczyła już współpracę z wszystkimi praktycznie ważnymi graczami sceny komercyjnego r’n’b. Jest współodpowiedzialna za kilka z gigantycznie sprzedanych singli Rihanny – maczała paluchy w „Rude Boy” czy blockbusterach A.D. 2011: „S&M” i „What’s My Name”. Nie gardzi też popularnymi za Oceanem białaskami: Katy Perry odpaliła numer jeden Billboardu, „Firework”, a Kelly Clarkson niewiele mniej hiciarskie „Mr. Know It All”. OK, naciągane to – w końcu przy pisaniu takich numerów zatrudniane są dziś prawdziwe fabryki przebojów. Sęk w tym, że Dean podpisana jest również pod dwoma najlepszymi singlami r’n’b 2011: „Countdown” Beyonce i „Super Bass” Nicki Minaj. Z takimi refrenami żartów już nie ma.

Inspiracje: Sama Dean wymienia tu Beyonce i Lady Gagę, ale naturalnym wydaje się wyliczenie grona starszych o pokolenie gwiazd kobiecego r’n’b i hip-hopu sprzed dekady: Missy Elliott, Aaliyah, Lil’ Kim czy Mary J. Blige (dla której Dean zdążyła już współskomponować – o, to jest to słowo – całkiem pokaźną listę utworów). Nie bez wpływu pozostały też z pewnością zmieniające grę postaci 00s: Timbaland czy M.I.A.

Najbliższa przyszłość: Autorski długograj Ester ukaże się w pierwszej połowie 2012 roku nakładem Roc Nation.

Jeśli jeszcze nie znasz, posłuchaj:

Nicki Minaj „Super Bass”
Beyonce „Countdown”
Rihanna „Rude Boy”

(Kuba Ambrożewski)

Who Is Who In Music 2011 - Część pierwsza 4

Kto: Jorge Elbrecht

Funkcja: Songwriter, wokalista, gitarzysta

Bio: Muzyczny lider artystycznej komuny Lansing-Dreiden, w 2007 roku powołał do życia bezpośrednio z niej wynikający zespół Violens, którego jest głównym songwriterem, wokalistą i frontmanem. Biografię koloryzują „projekty poboczne”, jak choćby genialny duet z Caroline Polachek pod szyldem Sginned, kiedy napisali cudowną, dream-popową piosenkę zsynchronizowaną z klipem Justina Biebera.

Dlaczego: Zmysł kompozytorski Elbrechta przez cztery lata funkcjonowania Violens nie zawiódł go ani razu – zespół zarejestrował mniej więcej trzydzieści piosenek, bez żadnego wyjątku lokujących się na skali ocen między bardzo solidnym rzemiosłem a *ideałem*. Gustowne stylizacje, nawiązujące do długiej listy ulubionych wykonawców naszego bohatera, budzą szacunek łatwością egzekucji i pozostają ujmująco wycofane względem charakterystycznej melodyki Elbrechta. Motywy te oscylują pomiędzy shoegaze’ową mgłą, zamaszystymi barokowymi interwałami i indie-popową melancholią, dodatkowo wzmocnioną romantycznym tonem głosu.

Inspiracje: Wielce prawdopodobne, że każdą piosenkę Violens można byłoby przyporządkować innemu wykonawcy, nie powtarzając się w tym namecheckingowym wariactwie ani razu. Do ścisłej czołówki należą na pewno – idąc chronologicznie: The Byrds (janglująca folk-psychodelia), Wire (kto wie, czy nie bardziej w swoim popowym obliczu z lat 80.), The Cure (disintegrationowe przestrzenie na „Amoral”), The Smiths (jawne hołdy z „Nine Songs”), New Order (patrz punkt poprzedni) i scena shoegaze’owa z MBV i Slowdive na czele. Dalsze wyliczanie ma niewielki sens – Elbrecht to przenikliwy erudyta, tuczący się w równym stopniu black metalem, co funky popem George’a Michaela.

Najbliższa przyszłość: Ponoć finalizowane są prace nad drugim regularnym albumem Violens.

Jeśli jeszcze nie znasz, posłuchaj:

Lansing-Dreiden „A Line You Can Cross”
Violens „Spectator & Pupil” (i całej debiutanckiej „V” EP)
Violens „Trance-Like Turn” (i całego albumu „Amoral”)
Violens „When To Let Go” (i całej kompilacji „Nine Songs 2011”)

(Kuba Ambrożewski)

Who Is Who In Music 2011 - Część pierwsza 5

Kto: Steven Ellison

Funkcja: Producent, DJ

Bio: Trochę wygrzebanej faktografii. Znany szerzej jako Flying Lotus, Steven Ellison urodził się 1983 r. w Winnetka (część LA) w stanie Kalifornia. Spokrewniony jest (great nephew, czy wnuk brata) z Alice Coltrane, wybranką serca i pianistką w zespole Johna, tego Johna. W wieku 23 lat zadebiutował longplayem „1983” wydanym dla Plug Research. Od 2007 roku, czyli od EPki zatytułowanej Reset, jest związany z wytwórnią WARP. Rok później FlyLo założył Label Brainfeeder, wokół którego zakręcili się producenci eksperymentującej elektroniki i instrumentalnego hip-hopu. Rozgłos przyniósł mu wydany w tym samym roku krążek „Los Angeles”. Dwa lata później, swoim dotychczas ostatnim długogrającym dziełem, „Cosmogramma”, podbił podsumowania roczne.

Dlaczego: Można byłoby go nazwać mistrzem krótkiej formy. Laserowo precyzyjny i drobiazgowy FlyLo jest w stanie wykorzystać półtora-minutowy odcinek czasu efektowniej i efektywniej niż ktokolwiek inny. Fenomenalne operowanie muzycznymi planami, wielowątkowość i bogactwo sprawia, że każda sekunda jego muzyki jest intersująca. A jednak najlepiej słucha się jego albumów w całości, więc i w sprincie i na długim dystansie Amerykanin jest w stanie zdeklasować rywali. Dołóżmy do tego otwarty umysł Ellisona łączący w inspiracjach multum gatunków, a po stronie formalnej będący w stanie pogodzić znakomity, nieoczywisty sampling, glitche, najwyższej klasy sound-design, 8-bitów oraz najlepszą producencką „polerkę” i otrzymamy jednego z najbardziej wyrazistych i oryginalnych elektroników ostatnich czterech lat.

Inspiracje: Ellison czerpał z twórczości Prefuse’a i reprezentantów Stone Throw Records – J Dilli i Madliba. Niebagatelny wpływ na muzykę kalifornijskiego producenta miała również pierwsza liga elektroniki z ostatnich kilkunastu lat, m.in.: Boards Of Canada, Mouse on Mars i „Life Is Full Of Possibilities” DNTELa, a także zasiadająca na grubszych gałęziach jego drzewa genealogicznego jazzowa awangarda (patrz rubryka „Kto”). Plus wiele, wiele innych. Jak sam mówił o sobie w w jednym z wywiadów: I fell in love with the West Coast ’90s Death Row sound. That was my shit. As a kid, it was super-melodic hip-hop, funky and just L.A. I loved listening to rock, classical, jazz. I was exposed to so many types of music.

Pojawienie się Lotusa na scenie muzycznej odbiło się echem w postaci kilku naśladowców jego stylu, takich jak Shigeto, Baths, Tokimonsta czy Shlohmo, jednak żadnemu nie udało się dorównać Kalifornijczykowi ani pod względem technicznym, ani artystycznym. Ponadto artysta przyczynił się do spopularyzowania producenckiego narzędzia zwanego kompresją kluczującą. Nie chcę się wdawać w techniczne szczegóły, ale podam unauszniający przykład, byście mogli zrozumieć o co w niej chodzi: sprawdźcie tutaj. Słyszycie to charakterystyczne „pompowanie” materiału za każdym razem, gdy uderza stopa? To właśnie kompresja kluczująca. Brzmi znajomo, nieprawdaż?

Najbliższa przyszłość: Jeśli FlyLo podtrzyma swoją regularność, polegającą na wydawaniu LP co dwa lata, to możemy w tym roku spodziewać się czwartego długograja. Co na nim będzie? Nie mam najbledszego pojęcia i chyba to jest w tym wszystkim najlepsze. Wiem jednak na pewno, że jeśli Steven Ellison równie konsekwentnie będzie czynił progres, to czeka nas coś kosmicznego.

Jeśli jeszcze nie znasz, posłuchaj: Trzy longplaye Lotusa to idealny przykład muzycznej tendencji zwyżkowej. Zatem jeśli interesuje Was jego najlepsze dzieło, to odsyłam do „Cosmogrammy”. Ja osobiście z przyjemnością słucham wszystkiego co popełnił i na EPkach i na płytach długogrających. Bez wyjątku.

Na marginesie: Ten KOLO studiował reżyserię, a jako jednego ze swoich ulubionych reżyserów wymienia Jean-Luca Godarda. Kto by pomyślał…

(Paweł Szygendowski)

Screenagers (13 stycznia 2012)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także