Temat numeru
Podsumowanie dekady
Część pierwsza (Setting the scene)
Część druga (Zmierzch lat 90.)
Część trzecia (biszkoptowy początek / gorzki rewers)
Część czwarta (Witamy w dyskotece)
Część szósta (Zajawki amerykańskich mediów)
Część siódma (Muzyka z twojej dzielni)
Część dziewiąta ("Jak dla mnie w tej dekadzie" - Listy gości)
Podsumowanie singli (miejsca 51-100)
Podsumowanie albumów (miejsca 51-100)
Podsumowanie singli (miejsca 1-50)
Phoenix - Wolfgang Amadeus Phoenix
Phoenix, najbardziej amerykańscy i brytyjscy Francuzi w muzyce popularnej ostatnich lat, osiągają „Wolfgangiem Amadeusem Phoenix” wyżyny swojej formy. Zawsze byli dobrzy w singlach, teraz udało im się otoczyć je innymi piosenkami na poziomie. Mamy tutaj choćby, niemal transowe, syntezatorowe „1901”, które bije się o prym najlepszej piosenki z „Lisztomanią”. Król jednak może być tylko jeden, czyli właśnie „Lisztomania”, ale z jednym ważnym warunkiem. Chłopaki z Phoenix powinni czym prędzej skasować ze wszelkich miejsc właściwy teledysk i zastąpić go rewelacyjnym mash-upem przeciętnego skądinąd filmu „Breakfast Club”.
















