Relacja z Festiwalu Transvizualia 2007

Dzień czwarty: Okosanu, Gym Society, Lady Aarp, Gong Gong, Mira Calix

Relacja z Festiwalu Transvizualia 2007 - Dzień czwarty:
Okosanu, Gym Society, Lady Aarp, Gong Gong, Mira Calix 4

Podczas najbardziej urozmaiconego pod względem muzycznym dnia Transvizualiów wystąpił prawdziwy czarny koń całej imprezy – francuska grupa Gong Gong. Stworzyła ona na scenie dźwiękowo-wizualne widowisko, kipiące energią i radością.

Czwarty dzień festiwalu według zapowiedzi organizatorów miał być najbardziej awangardowym pod względem stylistyk reprezentowanych przez poszczególnych wykonawców. I to się sprawdziło: rozpiętość gatunków prezentowanych tego dnia była rzeczywiście ogromna. Na początek na scenie pojawił się duet Okosanu, którego poprzestawiane odpowiednio litery utworzą nazwę Sanok, miasta z którego pochodzą muzycy. Na swojej stronie internetowej piszą o jeszcze wielu innych ideologicznych podtekstach tej nazwy i o atmosferze mistyczności, która istnieje wokół ich projektu. I na tym niestety kończy się jego atrakcyjność - podczas występu duet grał muzykę spod znaku klubowego grania, która jednak nie zdołała zachwycić słuchaczy. Prezentowała się dość monotonnie, towarzyszyły jej na dodatek niezbyt urozmaicone wizualizacje.

Zupełnie inaczej wyglądał występ Gym Society – premierowy koncert nowego przedsięwzięcia Piotra Pawlaka i Michała Gosa. Była to w zasadzie jedna wielka improwizacja, ale improwizacja niesamowita. Prym wiódł Gos, grający na perkusjonaliach, który szaleńczymi, mocnymi uderzeniami wygrywał tony wręcz apokaliptyczne, natomiast Piotr Pawlak na gitarze elektrycznej tworzył pełne jazgotu tła dźwiękowe, używając w tym celu ogromnej ilości rozmaitych przesterów. Równie ważne w przypadku tego zespołu były wizualizacje. Impresjonistyczne kadry w jaskrawych kolorach, czy małe kolorowe insekty, doskonale wpisywały się w muzykę prezentowaną przez formację.

Tuż po nich pojawił się kolejny duet, Lady Aarp. Skład o tyle ciekawy, ponieważ używający niesamowitej harfy, na której grała Kasia Kolbowska. Instrument niezwykle rzadko używany we współczesnej muzyce wprowadził wszystkich w miły nastrój, a akompaniowały mu trip-hopowe, czasem bardziej chropowate podkłady Sebastiana Witkowskiego.

Tuż po niej na scenie pojawił się Gong Gong. Ten młody francuski kwartet był najmniej znanym z zagranicznych gwiazd festiwalu, ale zaprezentował bez wątpienia najlepszy koncert na całej imprezie: chyba nie znajdzie się osoba, która miałaby pod tym względem jakiekolwiek wątpliwości. W zespole podział na dźwięk i wizualizacje rozkłada się równomiernie – dwóch członków-założycieli jest odpowiedzialnych za muzykę, a pozostali za niesamowite obrazy wyświetlane w trakcie koncertu. Ten najbardziej dynamiczny show festiwalu zdobył uznanie publiczności już od pierwszych dźwięków – połączenie down-tempo, rocka i elektroniki w wykonaniu Gong Gong brzmiało niesamowicie. Raz muzycy stali przy syntezatorach i laptopach, aby innym razem chwycić za tradycyjne instrumenty (perkusję, gitarę czy kontrabas) i tworzyć bardziej żywe dźwięki. Zarówno w pierwszym jak i drugim wypadku sprawdzali się znakomicie – energia ich szybkiej muzyki rozpierała ludzi pod sceną, jak i samych artystów, którzy nierzadko okazywali publiczności swą radość. Gong Gong to także wizualizacje – używany przez zespół rzutnik był skierowany na zestawy małych lusterek, które odbijały obraz na kilkanaście porozwieszanych na specjalnie przygotowanym rusztowaniu płacht. Powstawało w ten sposób coś na kształt pomieszczenia, w którym na ścianach wyświetlają się kolorowe obrazy i animacje. Uzupełniały je balony z równie pięknymi, wielobarwnymi kadrami, które sprawiały wrażenie planet rozwieszonych w przestrzeni kosmicznej. Nawiązując tym samym do tytułu płyty „Laughing with the Moon” – wyglądały jak księżyce wesoło tańczące ponad sceną. Aplauz jaki wywołał występ, nie pozwolił grupie wyjść za kulisy bez bisów i tylko potwierdził, że to, co przygotowała francuska formacja było niezwykle pomysłowe i niepowtarzalne.

Na koniec na scenie pojawiła się artystka słynnej wytwórni Warp Music, Mira Calix. Jej występ okazał się doskonałym zakończeniem festiwalu – ciepłe i spokojne elektroniczne dźwięki, wzbogacone o kolorowe wizualizacje uspokoiły publiczność po poprzednim występie. Artystka na scenie pojawiła się z małym syntezatorem i laptopem. Swoją kontemplacyjną muzyką zakończyła imprezę, zostawiając widzów i słuchaczy w błogim nastroju.

Ostatni dzień Festiwalu zdawał się być jego najlepszym podsumowaniem – w niedzielę wystąpiło najwięcej zespołów, prezentujących najbardziej eklektyczną muzykę. Pozostaje czekać tylko na kolejne edycje imprezy, która jest bez wątpienia jedną z najciekawszych, jakie powstały w ostatnich latach w Trójmieście, a zdaje się także pretendować do miana jednej z ciekawszych w całym kraju.

Jakub Knera (28 października 2007)

Relacja z Festiwalu Transvizualia 2007:

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także