The Flaming Lips

Dublin, Vicar St. - 19 listopada 2006

Zdjęcie The Flaming Lips - Dublin, Vicar St.

Podczas legendarnego, londyńskiego gigu Einstürzende Neubauten w 1984 roku zastosowanie znalazły między innymi betoniarka i młoty pneumatyczne. Scenariusz koncertów Madonny na zeszłorocznej trasie promującej „Confessions On A Dancefloor” przewidywał nawiązywanie do motywów wielkanocnych. Madge wniosła na scenę koszyk ze święconką? Nie, zainstalowała się na gigantycznym krucyfiksie. Polskojęzyczny serwis poświęcony muzyce rockowej i metalowej zachwala zalety koncertowego DVD Rammsteina, relacjonując między innymi moment, w którym – tu cytat – wokalista, przebrany za kucharza i umazany krwią gotuje w wielkim kotle klawiszowca. No i co? No i to, że nawet w takim otoczeniu ośmielę się nazwać koncerty The Flaming Lips zjawiskiem oryginalnym.

Na scenie nie stwierdzono co prawda obecności asortymentu z Castoramy, Praktikera i hipermarketu z dewocjonaliami, ale na licznie zgromadzonych fanów popularnych LIPSÓW czekały inne atrakcje. Na przykład eksperyment laserowy. Przed rozpoczęciem koncertu skąpo ubrane hostessy o urodzie Playmate Lutego wyposażyły publikę w laserowe wskaźniki – dokładnie takie, jakich używają zamiast kijów bambusowych postępowe nauczycielki geografii. Gadżety te użyte zostały poźniej według szczegółowych instrukcji udzielanych przez maestro Wayne’a Coyne’a, doprowadzając do powstania iluminacji, którą nie pogardziliby zblazowani bywalcy najbardziej wypasionej tancbudy w mieście. Ale nie wybiegajmy za bardzo do przodu. Na samym początku z sufitu spadł poważnie pogarszający warunki optyczne na sali deszcz gigantycznych balonów i konfetti. „Sylwester w Dwójce”? Nie, ten konferansjer jakoś mniej konwencjonalny niż Grażyna Torbicka. Coyne ze stroboskopem zawieszonym na szyi, Coyne obsługujący generator dymu, Coyne wizualizujący słowa „My Cosmic Autumn Rebellion” za pomocą sztucznego białego gołębia wyciągniętego żywcem z przedpierwszomajowej szkolnej lekcji plastyki w Polsce Ludowej, Coyne zdradzający swoje preferencje co do operatorów telefonii komórkowej (patrz wyżej). Z lewej strony przebrane tancerki w wieku przedprodukcyjnym, z prawej strony przebrani tancerze w wieku podobnym. Za nimi ekran, a tam między innymi jajko sadzone spływające po krawędzi ustawionej w ogrodzie wanny. Jakieś pytania? Owszem. Czy znajdujemy się w epicentrum masowej rozrywki czy też oglądamy jej szyderczą, postmodernistyczną parodię? Czy obserwujemy i jesteśmy zabawiani czy też jesteśmy obserwowani i zabawiamy? Czy to pop, czy meta-pop? Znając dotychczasowe punkty w Curriculum Vitae Wayne’a Coyne’a odpowiedzi wydają się oczywiste. Aha. Prawie zapomniałem. Muzyka. Po pięć kawałków z „Soft Bulletin”, „Yoshimi” i „At War...”. Barokowe aranżacje znane z albumów odwzorowane w systemie hi-fidelity. Bardzo dobry z plusem. Ze starszych albumów tylko „She Don’t Use Jelly”, no i deser w postaci karaoke przy „Bohemian Rhapsody”. Coyne wspomniał coś, że kower słynnego utworu Queen znajdzie się na reedycji „At War With The Mystics”. No i podobno się znalazł. A popatrzcie – od czasu do czasu słowa tego gościa można nawet traktować poważnie.

Maciej Maćkowski (14 kwietnia 2007)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także