10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda
Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 1

The Birthday Party – Prayers On Fire (1981)

Po przeciętnym debiucie „Door, Door” (pamiętnym głównie ze względu na wspaniałą balladę „Shivers”, napisaną przez Howarda w wieku zaledwie 16 lat) i „przejściowej” płycie „The Birthday Party”, grupa The Boys Next Door zmieniła nazwę i nagrała pierwszy w pełni udany album. Słychać, że kwintet poczynił ogromne postępy: Nick Cave śpiewa już jak pensjonariusz zakładu dla obłąkanych, Rowland S. Howard wyczynia z gitarą straszliwe rzeczy i znajduje godnego partnera w Micku Harveyu (zagrał też na organach i fortepianie), zaś świdrujące linie basowe Tracy'ego Pewa znakomicie współgrają z bębnieniem Philla Calverta, który wychodzi poza proste punkowe schematy. Również kompozycje są bardziej złożone: jarmarczny i zarazem psychodeliczny „Capers”, gęsta autoparodia „Nick The Stripper” (z gościnnym udziałem Micka Hausera na saksofonie tenorowym), bezlitosny „King Ink” z plemienną perkusją i gitarowymi strugami kwaśnego deszczu, przerażający „Yard” z atmosferą rodem z cmentarnej krypty, zaśpiewany przez Howarda enigmatyczny „Ho-Ho”... I choć wszystkie elementy składają się na kolosalne, walące na oślep brzmienie, to jego fundament stanowi szorstka gitara Howarda (autora lub współautora niemal połowy materiału) – bliska grze Keitha Levene'a z Public Image Ltd, buchająca wyziewami jadowitych zagrywek, atakująca skrzeczącymi arpeggiami, chwilami wręcz dziurawiąca utwory. Osobną kwestią są teksty Cave'a, ale to nie on jest bohaterem tego zestawienia.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 2

The Birthday Party – Junkyard (1982)

Dla wielu jest to magnum opus The Birthday Party. Brutalne brzmienie poprzedniej płyty zostało tu doprowadzone do całkowitego ekstremum: gitary są jeszcze cięższe i brudniejsze, bas jeszcze niżej zawieszony, bębny jeszcze bardziej potężne i nieokiełznane, a Cave nie brzmi nawet jak szaleniec, tylko człowiek w pełni opętany przez siły nieczyste. Ta intensywność jest czasami nie do zniesienia – tym bardziej, że taki stan rzeczy utrzymuje się już od pierwszych sekund. „Blast Off” jest odpowiednikiem szybkiego, celnego ciosu prosto w szczękę, a sześciominutowy „She's Hit” to kopanie leżącego. W „Dead Joe” następuje zmasowany atak galopujących bębnów, „Hamlet (Pow, Pow, Pow)” niepokoi pochodem sondującego basu, „Big-Jesus-Trash-Can” zniewala dzikimi wrzaskami Cave'a, zaś „Several Sins” wyznacza kierunek, jaki wokalista obierze ze swą kolejną grupą, The Bad Seeds. Na kompaktowe wznowienie albumu trafiła również wydana wcześniej na singlu kompozycja „Release The Bats”, która odcisnęła piętno na rocku gotyckim. Przy „Junkyard” punk w wykonaniu Sex Pistols czy The Clash jawi się niczym muzyka dla grzecznych harcerek. Jest to bez wątpienia dzieło zespołowe, lecz na pierwszy plan ponownie wybijają się kontrolowane (lub nie) wybuchy gitarowego zgiełku. Wkrótce po wydaniu albumu członkowie The Birthday Party przenieśli się do Berlina Zachodniego, gdzie – targani uzależnieniem od narkotyków i alkoholu oraz konfliktem na linii Cave-Howard – rozwiązali zespół i rozeszli się w swoje strony.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 3

Crime & The City Solution – Room of Lights (1986)

Australijska grupa Crime & The City Solution została założona przez wokalistę Simona Bonneya w 1977 roku, zawieszona dwa lata później i reaktywowana w 1985 roku. W nowym składzie, oprócz lidera, znaleźli się: Rowland S. Howard (gitara, fortepian), jego młodszy brat Harry Howard (bas), Mick Harvey (gitara, instrumenty klawiszowe, wiolonczela, perkusjonalia) oraz Kevin Godfrey vel Epic Soundtracks (bębny) z grupy Swell Maps. Pierwsza EPka zarejestrowana w tym składzie, „The Dangling Man”, zdradzała wyraźne wpływy The Birthday Party (nawet Bonney wydzierał się jak Cave) – co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę obecność Howarda i Harveya. Na świetnym mini-albumie „Just South of Heaven” Howard całkiem porzucił gitarę i zasiadł za fortepianem. Do swego głównego instrumentu wrócił na „Room of Lights”, pierwszej dużej płycie Crime & The City Solution, częściowo zrealizowanej w berlińskim Hansa Studio (kilka lat wcześniej nagrywali tam m.in. David Bowie i Iggy Pop). Gitarzysta figuruje też jako samodzielny autor dwóch utworów i współautor jednego. Do tej pierwszej grupy należą finalny „Her Room of Lights (For Lisa)” oraz zachwycający „Six Bells Chime”, roztaczający kłęby przestrzennych rozdygotanych riffów i z pasją wyśpiewany przez Bonneya. To z pewnością jedna z najwspanialszych kompozycji w dorobku Howarda. Grupa wykonała ją w niezapomnianej scenie filmu „Niebo nad Berlinem” Wima Wendersa. Całość można określić jako gotycki blues o post-punkowym sznycie.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 4

These Immortal Souls – Get Lost (Don't Lie!) (1987)

Niedługo po wydaniu „Room of Lights” Rowland S. Howard opuścił szeregi Crime & The City Solution, by założyć własny zespół – These Immortal Souls. Zabrał ze sobą Harry'ego Howarda (bas) i Epic Soundtracks (bębny), a skład uzupełniła jego wieloletnia dziewczyna, Genevieve McGuckin (instrumenty klawiszowe). „Miałem dużo piosenek, które naprawdę lubiłem. Piosenek, które nigdy nie zostałyby nagrane, gdybym nie powiedział: »No dobra, zamierzam je zaśpiewać«, bo nie możesz podarować komuś zestawu tekstów i powiedzieć, co ma śpiewać, jeśli zależy ci na jakiejkolwiek szczerości” – wyjaśniał Howard. W nowej grupie sam więc stanął za mikrofonem. Album „Get Lost (Don't Lie!)” otwiera utwór „Marry Me (Lie! Lie!)”, napisany przez Howarda jeszcze w czasach The Birthday Party (można go usłyszeć na kompilacji gromadzącej nagrania z radiowych sesji dla Johna Peela). W wykonaniu These Immortal Souls jest bardziej oszlifowany i przystępny, mniej drapieżny – w czym duża zasługa fortepianu. W ogóle sporo tutaj klawiszy: organy w złowieszczym „I Ate The Knife” i w napędzanym marszowymi bębnami „'Blood and Sand' She Said”, fortepianowe partie w „Hey! Little Child” z repertuaru Alexa Chiltona i w „These Immortal Souls”, który przywołuje echa Davida Bowiego. W „Hide” słychać gitarę slide, tom-tomy i altówkę, na której zagrała Harriet Freeman (w tym samym utworze za bębnami zasiadł Barry Adamson). Świetny materiał i dowód artystycznej samodzielności Howarda.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 5

Lydia Lunch – Honeymoon in Red (1987)

Reedycje tego albumu są firmowane nazwiskiem Lydii Lunch, ale „Honeymoon in Red” to dzieło swoistej supergrupy, którą poza amerykańską wokalistką tworzyli: Rowland S. Howard (gitara, wokal), Genevieve McGuckin (fortepian, organy), Murray Mitchell (gitara), Tracy Pew (bas), Nick Cave (wokal) i Mick Harvey (bębny, fortepian). Sesje nagraniowe odbyły się w Berlinie i Londynie latem 1982 roku, jednak album ukazał się dopiero pięć lat później. W międzyczasie gitarowe partie do dwóch utworów zarejestrował Thurston Moore (Sonic Youth), zaś całość zmiksował J.G. Thirlwell (jako Clint Ruin). Cave i Harvey odcięli się od projektu i zażądali, by usunąć ich nazwiska z okładki. Lunch nazwała ich „spiętymi dupkami” i „wilkami w owczej skórze”, po czym wymyśliła im pseudonimy: Cave figuruje jako Her Dead Twin (Jej Martwy Bliźniak) i A Drunk Cowboy Junkie (Pijany Ćpun Kowboj), Harvey – m.in. jako Anonymous (Anonim), Scatman Cramden i Dick Strum. „Honeymoon in Red” łączy rozmaite wpływy: post-punk, no wave, burleskę, awangardę, dokonania Jacquesa Brela, amerykańską muzykę niezależną i wyjątkowe osobowości wszystkich partycypujących. Lunch określiła album jako daleką od rocka „muzykę religijną”. Istotnie, atmosfera jest iście rytualna: bliski twórczości The Velvet Underground „Come Fall”, oszczędny i niepokojący „So Your Heart”, klimatyczny „Dead River”, hałaśliwy „Three Kings”, hipnotyczny „Fields of Fire”... Coś więcej niż interesujący eksperyment.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 6

Nikki Sudden & Rowland S. Howard – Kiss You Kidnapped Charabanc (1987)

„Ćwiczenie w surowym zmutowanym bluesie. (…) Album brzmi tak, jakby został nagrany w środku długiej, bezsennej nocy, z przeciągłymi cieniami romantycznej obsesji i emocjonalnego niepokoju” – pisał nie bez racji zachwycony recenzent portalu AllMusic o „Kiss You Kindapped Charabanc”. Nikki Sudden, czyli Adrian Godfrey z grup Swell Maps i Jacobites, okazał się idealnym partnerem dla Rowlanda S. Howarda (który grał z jego młodszym bratem Kevinem w Crime & The City Solution i These Immortal Souls). Gitarowy duet był artystycznie samowystarczalny, tylko w trzech utworach korzystając z pomocy gości – perkusistów Andrew Beana i Epic Soundtracks oraz pianistki Genevieve McGuckin. Dominują gitary akustyczne o gęstej fakturze, ale Sudden i Howard wykorzystali również m.in. akustyczny bas, dudy, cymbały appalaskie i buzuki („Rebel Grave”, „Feather Beds”), gitarę elektryczną („Sob Story”), fisharmonię i gitarę slide („A Quick Thing”), tam-tamy („Feather Beds”) i bęben basowy („Crossroads”). Panowie podzielili się też obowiązkami wokalnymi; w „Crossroads” Sudden zastosował jazzową technikę wokalną, tzw. vocalese. Poza autorskim materiałem na album trafiła znakomita wersja „Don't Explain” Billie Holiday. Kompaktowa reedycja „Kiss You Kindapped Charabanc” wydana przez Secretly Canadian zawiera pięć bonusowych utworów (pochodzących m.in. z EPki „Wedding Hotel”) oraz dodatkową płytę z koncertu Suddena i Howarda w Augsburgu.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 7

Lydia Lunch & Rowland S. Howard – Shotgun Wedding (1991)

Początki współpracy Lydii Lunch i Rowlanda S. Howarda sięgają pierwszej połowy lat 80., kiedy nagrali razem płytę „Honeymoon in Red” oraz singiel z coverem utworu „Some Velvet Morning” (w oryginale wykonywanego przez duet Nancy Sinatra & Lee Hazelwood) i autorskim kawałkiem „I Fell in Love with a Ghost”. W kolejnej dekadzie Lunch i Howard odświeżyli znajomość, czego efektem album „Shotgun Wedding” zrealizowany w Easley Studios w Memphis. W studiu duet wspomagali: Joe Drake (gitara basowa), Brent Newman (bębny, tamburyn, fortepian), Link Benka (gitara rytmiczna) i J.G. Thirlwell (produkcja). Klamrą spinającą całość są dwie przeróbki: ciężka jak ołów „Burning Skulls” Jeremy'ego Glucka (Howard brał udział w nagrywaniu jego albumu „I Knew Buffalo Bill”) oraz elektryzująca wersja „Black Juju” z repertuaru Alice'a Coopera. Muzycy zarejestrowali również gospelowy standard „In My Time of Dying” (nagrywany wcześniej m.in. przez Boba Dylana i Led Zeppelin), który w ich rękach nabrał psych-folkowego kolorytu. Płyta znamionuje powrót Howarda do zadawaniu gwałtu na swoim instrumencie po spokojnieszym okresie bluesowym (płyta z Nikkim Suddenem). Świadczy o tym pogięta, zniekształcona gitara ziejąca żywym ogniem i rozpylająca ostre odłamki w niemal wszystkich utworach. Kompaktowe wznowienia albumu, wydane przez New Millennium Communications i Atavistic, zostały poszerzone o dodatkową płytę z zapisem koncertu w klubie Paradiso w Amsterdamie.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 8

These Immortal Souls – I'm Never Gonna Die Again (1992)

Druga i ostatnia płyta These Immortal Souls, poprzedzona EPką „King of Kalifornia”. Do podstawowego składu (Rowland S. Howard na wokalu i gitarze, Harry Howard na basie, Epic Soundtracks na bębnach i Genevieve McGuckin na klawiszach) dokooptowano Anthony'ego Thistlethwaite'a z grupy The Waterboys, który zagrał na saksofonie i elektrycznej mandolinie. Album otwiera „The King of Kalifornia”, gdzie transowy rytm idzie ręka w rękę z dudniącym basem, fortepianowymi wstawkami, nosowym wokalem i przeszywającą gitarą. W „So The Story Goes” Howard śpiewa: „Everybody knows I've only got one song / And it's much too slow and it's much too long”, jednak nie należy mu wierzyć. Piosenki są zróżnicowane i bogato zaaranżowane. Pędzący na złamanie karku, wściekły „Hyperspace” to rzecz bliska modnemu wówczas grunge'owi, ale bez grania pod publiczkę. „All The Money's Gone” ukazuje liryczną stronę kwartetu i kojarzy się z dokonaniami Suede. Instrumentalny „Insomnicide” łączy fortepianowe akordy z apokaliptycznymi bębnami i wirującymi ostrzami gitary – prawdziwy popis umiejętności zamknięty w zaledwie 150 sekundach. Moment największej chwały przychodzi na końcu w postaci dziewięciominutowego „Crowned”, który porywa swym rozmachem i pierwotną energią. Po wydaniu płyty Epic Soundtracks odszedł z zespołu, który nagrał jeszcze przeróbkę „You Can't Unring a Bell” Toma Waitsa, zagrał kilka tournée i rozpadł się w 1998 roku.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 9

Rowland S. Howard – Teenage Snuff Film (1999)

Pierwszy solowy album Howarda – wydany w 40. roku życia, po rozpadzie These Immortal Souls i powrocie z Londynu do rodzinnej Australii. W sesjach nagraniowych wzięli udział: Mick Harvey (bębny, organy, gitara rytmiczna w „Sleep Alone”), Brian Hooper (gitara basowa), Genevieve McGuckin (organy w „Silver Chain”), Steve Boyle (bębny w „Autoluminescent”) oraz Andrew Entsch, Jen Anderson i Robin Casinader (aranżacje smyczkowe). Nie licząc dwóch przeróbek cudzych piosenek („White Wedding” Billy'ego Idola i „She Cried” Jay and The Americans), jest to w pełni autorski materiał – bodaj najlepiej napisany, zaaranżowany i nagrany, najbardziej spójny w całej karierze Howarda. „Teenage Snuff Film” to ostateczny dowód na to, że był on nie tylko genialnym gitarzystą, ale również utalentowanym kompozytorem i tekściarzem. Przeważają kompozycje z pogranicza posępnego post-punku, mrocznego bluesa i gęstego noise rocka, utrzymane najczęściej w wolnych tempach, naszpikowane kaskadami gitarowego zgiełku i poetyckimi tekstami traktującymi o ciemnych stronach życia. Na szczyt swoich możliwość Howard wspina się w finalnym „Sleep Alone”. Tutaj literackim odniesieniom do Louisa-Ferdinanda Celine'a i wyznaniom samotnego mizantropa towarzyszy przepotężna ściana dźwięku, która eksploduje kakofonią jazgotliwych gitar, warkoczącym basem i perkusyjnymi grzmotami. Całość kończy się wijącymi zwojami sprzężeń. A słuchacz czuje się tak brudny, że pragnie kąpieli.

Zdjęcie 10 najlepszych płyt Rowlanda S. Howarda 10

Rowland S. Howard – Pop Crimes (2009)

Kolejna płyta Howarda ukazała się aż dziesięć lat po poprzedniej i można się tylko domyślać, co artysta robił w tym czasie. Lata nadużywania narkotyków i alkoholu zebrały swe żniwo – u muzyka zdiagnozowano najpierw wirusowe zapalenie wątroby typu C, a następnie raka. „To całkiem przerażające doświadczenie, kiedy dowiadujesz się, że bez przeszczepu zostało ci kilka lat życia. Sprawia, że inaczej na to życie patrzysz” – mówił w wywiadzie dla „Rolling Stone”. Zawartość „Pop Crimes” powstawała więc w cieniu śmierci. Trzon grupy stanowili: Rowland S. Howard (wokal, gitara), Mick Harvey (bębny i organy) i J.P. Shilo (bas, skrzypce). W „Wayward Man” i „The Golden Age of Bloodshed” na gitarze basowej gościnnie zagrał Brian Hooper, zaś w tęsknym „(I Know) A Girl Called Jonny” pojawili się członkowie grupy HTRK (Howard był ich producentem): wokalistka Jonnine Standish i basista Sean Stewart. Autorski materiał został uzupełniony o dwa covery: diabelską wersję „Life's What You Make It” Talk Talk i gęstą interpretację „Nothin'” Townesa Van Zandta. Nastrój waha się od przejmującego („Shut Me Down”) poprzez duszny neo-noir (utwór tytułowy z zabójczo chwytliwą linią basową), aż po nostalgiczny („Ave Maria”). Album zebrał świetne recenzje i pojawił się w wielu podsumowaniach roku. Ale tego Rowland S. Howard już nie doczekał. Zmarł 30 grudnia 2009 roku, dwa i pół miesiąca po premierze płyty. „Pop Crimes” to jego łabędzi śpiew i artystyczny testament.

Suplement: warto również sięgnąć po koncertowy album The Birthday Party „Live 81-82” (1999) ukazujący dobitnie, jaką wybuchową siłą był ten zespół na żywo; EPkę „The Bad Seed” (1983), o której Howard powiedział: To najlepsza płyta The Birthday Party; dwupłytową kompilację „Six Strings That Drew Blood” (2014) zawierającą przekrój solowych i zespołowych dokonań Howarda; wyprodukowany przez niego krążek „Marry Me Tonight” (2009) grupy HTRK oraz film dokumentalny „Autoluminescent: Rowland S. Howard” (2011).

Maciej Kaczmarski (14 marca 2019)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także