[phpBB Debug] PHP Warning: in file /home/screenag/domains/screenag.linuxpl.info/public_html/content/dom/DomContent.php on line 97: htmlentities() [function.htmlentities]: Invalid multibyte sequence in argument
screenagers.pl - recenzja: Young Jesus - Welcome to Conceptual Beach
Ocena: 7

Young Jesus

Welcome to Conceptual Beach

Okładka Young Jesus - Welcome to Conceptual Beach

[Saddle Creek; 14 sierpnia 2020]

Łódź jest niewielka, pokryta kolorową farbą, która zadziornie gdzieniegdzie zdążyła odprysnąć. Wsiadasz, zaraz odpływacie. Na pokładzie wita Cię czterech mężczyzn. Mają szczere uśmiechy na twarzach i przyjazne, ciepłe błyski w oczach. Jeśli idzie o aparycję – gdyby połączyć ich w jeden obraz, wyglądaliby jak odmłodzony Doc Sportello. Rozmawiają o Sun Ra, książkach i dzielą się przemyśleniami, kiedy Ty stoisz, ściskając dłonią burtę. Dziób załamuje strukturę wody, która wzburzona, rozbryzguje się na wszystkie strony. Ocierasz z twarzy chłodne, niebiesko-zielone krople. Na palcach zostają ci białe, słone ślady. Linia brzegowa, jeszcze chwilę temu niewyraźna, szara nić, okazuje się skrywać przestrzeń oddzieloną tak od lądu, jak od wody. Witaj na Konceptualnej Plaży.

Zespół pisze, że jest to mentalne schronienie Johna Rossitera, który zwykł uciekać tam w poszukiwaniu samotności i ukojenia. Przez lata Plaża była chroniona przed obecnością obcych, jednak w ramach najnowszego albumu Young Jesus Rossiter postanowił zapraszającym gestem otworzyć ją na innych. Na bandcampie Kalifornijczyków można znaleźć dość obszerny opis, wyjaśniający o co w tym wszystkim chodzi, ale okazałem się na niego odporny i myślę, że to nawet lepiej. Nie uważam, żeby tu coś trzeba było rozumieć. Słuszniej, łatwiej, przyjemniej jest dać ponieść się impresjom, wyobrazić sobie srebrno-księżycowy piasek pod stopami, skowronki krążące po niebie, ich śpiew na tle szumiącego w oddali morza i zacząć chłonąć to, co zaoferował nam Młody Jezus.

Po rewelacyjnym „The Whole Thing Is Just There” z 2018 Young Jesus kolejny raz pokazują nam inny świat, inną planetę, inny dom i grają w nim dużo więcej niż indie rock. Weźmy na przykład „Faith” i minimalistyczny puls, przypominający twórczość Steve’a Reicha, albo hollisowską ciszę w „Magicians” i skrupulatnie budowane, magnetyczne, post-rockowe katharsis z drugiej połowy tegoż utworu, czy też delikatne, jazzujące otwarcie „Lark”. Rossiter w wywiadach wspominał, że chłopaki jazz bardzo sobie cenią i na „Welcome to Conceptual Beach” słychać to póki co najwyraźniej, przede wszystkim w improwizacjach, w otwarciu „Meditations”, w groovującym jamie wplecionym do „Lark”, atonalnej gitarze z „Faith”. Jazzowa wolność ekspresji miesza się z echami indie pokroju Arcade Fire czy Modest Mouse i post-rockową tajemniczością. W przeciwieństwie do poprzednich albumów niewiele jest tu emo, ale też mniej jest złości i frustracji, które podkreślało. Nie ma ani jednego tak agresywnego utworu jak „Deterritory” (opener ostatniej płyty). Są atmosferyczne, uduchowione eksperymenty.

Otwarcie Konceptualnej Plaży wydaje się być domknięciem pewnego etapu (I know the music of the winter time/But to the spring I give my love and life). Odbieram teksty Rossitera jako pełne nadziei, poszukiwania spokoju i stabilizacji. Np. w „Faith” przejmującym, zaangażowanym głosem, śpiewa o radzeniu sobie z nieuniknionym bólem: Imperfection never leaves/And the pain you feel you’ll always feel a bit/But in the moment/Of knowing what we’ve known/Of seeing every ghost/And giving it a home/We just might grow. Ostatnia linijka zostaje powtórzona jeszcze kilka razy, zupełnie jakby John próbował w nią uwierzyć, co ostatecznie chyba mu się udaje, ponieważ kolejne utwory również są urokliwie optymistyczne. Na przepięknej, melancholijnej balladzie - „(un)knowing” śpiewa o sile miłosnej relacji: I rub my eyes and hear my partner’s breath/Forget these lonely depths/Forget the perfect and performed/Just listen to this love unknown, a w „Root and Crown” zwierza się ze swojego dojrzewania: I'm learning how to breath/How to feel and how to tell my friends and family what I need. Śpiewa o potrzebie szczerości, rozmowy, co wydaje mi się znamienne także w kontekście rozwoju Young Jesus jako zespołu.

W jednym z wywiadów John powiedział o tym, że w grupie bardzo dużo ze sobą rozmawiają. Dyskutują, wymieniają się spostrzeżeniami na temat tego, czego pragną od życia, od muzyki. Wygląda na to, że te interakcje spełniają swoja rolę, bo zgranie, które demonstrują, zachwyca. Na „Welcome to Conceptual Beach” wszystko jest na swoim miejscu, a zespół symbiotycznie współpracuje, osiągając fantastyczne brzmienie. Moim ulubionym momentem świadczącym o ich pełnym zrozumieniu jest połowa „Lark”, gdzie galopujące przeloty perkusyjne Hauga ścierają się z basowym solo Borbona na tle rozlanych syntezatorów Shevrina i skromnie plumkającej gitary Rossitera. Young Jesus potrafią obudzić zarówno żywą ekstazę charakterystyczną dla kulminacyjnych momentów koncertów jazzowych, jak i kontemplacyjny nastrój skłaniający do położenia się na łóżku z zamkniętymi oczami. Są teraz jednym z najciekawszych, najbardziej ekscytujących „gitarowych” zespołów i mam nadzieję, że w końcu zyskają nieco szerszy rozgłos, taki na poziomie ich obecnych (Hop Along) i byłych (Big Thief) ziomków z wytwórni. „Welcome to Conceptual Beach” to naprawdę niezły lek na nieciekawe czasy i nie obraziłbym się, gdyby więcej osób miało okazję go zażyć. Ucieć. Choć na chwilę położyć się na piasku i odpocząć.

Jakub Małaszuk (16 października 2020)

Oceny

Marcin Małecki: 7/10
Średnia z 1 oceny: 7/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: mmalecki
[20 października 2020]
@Octopus

jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to tak - prace trwają
Gość: Octopus
[20 października 2020]
Będzie jakiś podsumowanie lat 10.?

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także