Ocena: 5

James Blake

Assume Form

Okładka James Blake - Assume Form

[Polydor Records; 18 stycznia 2019]

James Blake nigdy nie był drugim Brianem Eno, ale jego muzyka fascynowała i wyznaczała nowe kierunki we współczesnej elektronice. Od czasu odważnego „The Colour in Anything”, który odświeżył formułę minimalistycznego popu i wprowadził Brytyjczyka na salony mainstreamu, minęły trzy lata. Teraz Blake wraca starszy, spokojniejszy, mniej krnąbrny, bezpieczniejszy i, co za tym idzie, nudniejszy.

Pierwsze, co zwraca uwagę przy obcowaniu z „Assume Form”, to lekkie rozpogodzenie materiału w stosunku do poprzednich wydawnictw Blake'a. Jasne, nie ma tutaj wesołych radiowych hitów, ale czwarty album Blake'a w porównaniu z resztą jego dorobku jest wręcz optymistyczny. Wygląda na to, iż James powoli wyrasta z półki sadboya i kieruje się w bardziej radosne rejony. Wiadomo nie od dziś, iż Blake zadaje się z śmietanką współczesnego popu: na „The Colour in Anything” Brytyjczyk wykorzystał swoje kontakty, ale nie w sposób taniej reklamy, tylko, podobnie jak Kanye West na „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” czy „Life Of Pablo”, jako elementy logistycznej układanki. Przy okazji „Assume Form” wygląda to jednak nieco inaczej., gdyż występy gościnne tym razem ciągną album w górę i to właśnie one są tutaj najciekawsze. Dobrym przykładem jest „Where's the Catch”, gdzie pierwsza połowa to nieudolna próba stworzenia klubowego eksperymentu, a dopiero kiedy Andre 3000 dobiera się do mikrofonu, to kawałek płynie aż miło. „Barefoot in the Park” jest z kolei zręczną björkową kołysanką, której dopiero wokal Rosalii nadaje odpowiednią formę. Natomiast singlowy „Mile High”, najlepszy kawałek na tej płycie, jest tak dobry dlatego, że Travis Scott i Metro Boomin idealnie dopełniają mroczną atmosferę tworzoną przez Jamesa. Post trip-hopowy, łamiący się, ale cholernie czarujący i nastrojowy kawałek, przypominający utwory z najlepszej płyty Brytyjczyka, czyli „Overgrown”.

Jako drugi najlepszy utwór wskazałbym zaś „Don't Miss It”, który wypuszczony został na singlu kilka miesięcy temu. Niby Blake ma wiele takich radioheadowych ballad, ale każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Połamane arpeggia fortepianowe, nieoczywiste zmiany tempa, przenikliwe pomrukiwanie i dramatyczna końcówka – za to wszystko kochamy Blake'a. Jakakolwiek próba poszerzenia brzmienia na tej płycie jest zbyteczna; wprawdzie wydaje się, że nowe karty w arsenale muzyka mogłyby mu pomóc, ale tak nie jest. „Assume Form” jest przez to bardzo rozwodnione. Muzyk powinien raczej pozostać przy swoim markowym brzmieniu. A jak już James chciał pójść w eksperymenty, to mógł raczej postawić na coś na kształt fantastycznego – wydanego rok wcześniej – „If the Car Beside You Moves Ahead”, gdzie znakomicie przełożył motorykę Autechre na swój język. Takiego właśnie Blake'a chcę, nie twórcę siermiężnych letnich ballad.

„Assume Form” miał być krokiem naprzód, jednak dla mnie jest sporym krokiem w tył. James stracił to coś i stał się cieniem samego siebie, lecz mimo wszystko to nie jest taka zła płyta – można trochę pokiwać głową do beatów. Szkoda tylko, iż talent brytyjskiej sceny zaczyna się rozmieniać na drobne, ale może to tylko chwilowa zadyszka? Przyszłość pokaże.

Tomasz Ciesiółka (6 lutego 2019)

Oceny

Michał Weicher: 6/10
Średnia z 1 oceny: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: tomactro
[12 lutego 2019]
Czy autor byłby tak uprzejmy i miły i w ogóle i rozwinął wątek elementów logistycznej układanki? Bo pogubiłem się w tym miejscu...
Gość: lil
[7 lutego 2019]
Nudne w chuj. Starcy wstają z grobów.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także