sx screenagers.pl - recenzja: Matmos - The Civil War
Ocena: 7

Matmos

The Civil War

Okładka Matmos - The Civil War

[Matador Records; 23 września 2003]

Chłopaki z Matmos już nie raz udowodnili, że są absolutnymi mistrzami łączenia wszelkich możliwych elektronicznych zgrzytów i chrzęstów z brzmieniami akustycznymi i odgłosami życia codziennego. Dowodem ich geniuszu był poprzedni album A Chance To Cut Is A Chance To Cure, w którym to, co zaprezentowali, chociaż trudno nazwać muzyką, było iście nowatorskie - oparte na odgłosach szpitala (z naciskiem na operacje plastyczne).

Nowy album nie przypomina jednak poprzedniego.

Wielką innowacją jest przewaga instrumentów nad elektroniką i, uwaga, pojawienie się czegoś takiego jak linia melodyczna! Od razu chwyta za serce. Drugą charakterystyczną rzeczą jest wyraźna inspiracja dziewiętnastowiecznymi angielskimi motywami ludowymi, szczególnie widoczna w utworze drugim. Wyczuwalne jest brzmienie perkusji, a co najzabawniejsze, pojawiają się takie skomplikowane instrumenty jak kobza, czy nawet flet! To jednak nie koniec niespodzianek. W kolejnej kompozycji Matmos wytoczyli ciężka artylerię, mianowicie gitarę. I pianino! Jak więc można przypuszczać, ten album to skarbnica zostających na długo w głowie pięknych melodii, będących perfekcyjną syntezą instrumentów z ich charakterystyczną, minimalistyczną elektroniką, tak dobrze znaną chociażby z ich kolaboracji z Björk nad albumem Vespertine. Ale nie tylko.

W dalszej części płyty zdeklarowani fani Matmos też nie mogą narzekać. W "Yeild To Total Elation" znajdujemy chwytającą za serce dawkę hałasu, która przywodzi na myśl telewizyjne gry wideo. Podobnie ma się "The Stars And Stripes Forever" - brzmienie dziwacznej kreskówki i parady ulicznej - jakkolwiek dziwnie ten opis brzmi, dobrze oddaje niezwykłość tej kompozycji. Także interesujący wydaje się siódmy utwór, zbiór dziwacznych zgrzytów i szmerów oparty na przyjemnym, miękkim beacie. I tak dochodzimy do wg. mnie najlepszego utworu na płycie - "The Struggle Against Unreality Begins". Już od początku z głębokim basem łączą się dźwięki szarpania skrzypiec, co zaraz potem zamienia się w milutką melodię na gitarze akustycznej. Jednak spokój jest krótkotrwały. Dziwaczne szarpnięcia strun i skrzypce sprawiają, że utwór staje się wyniosły niczym hymn. Jęki udręczonych strun stają się coraz bardziej dotkliwe, gdy wreszcie wszystko znów zamienia się w początkowe, rytmiczne, acz dziwaczne brzmienia basu. Iście natchnione dzieło. I ostatnia piosenka na płycie, wyraźnie nawiązująca melodycznie do "For The Trees", ale wzbogacona o smyczki, bardzo delikatnie wyprowadza nas z osobliwego świata Matmos.

Cóż rzec w obliczu tak solidnej płyty? Matmos udowodnili, że potrafią stworzyć pełny, spójny album, którego tak brakowało w ich dyskografii. Wykazali się doskonałą intuicją w doborze instrumentów, a ich żyłka eksperymentatorów dopełniła dzieła. Pozostaje tylko wróżyć światowy sukces i nowe rzesze fanów.

Qaanaaq (15 sierpnia 2003)

Oceny

Piotr Szwed: 9/10
Średnia z 4 ocen: 8,75/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także