Polskie Piosenki Wszech Czasów. Wkładka zimowa

Zdjęcie Polskie Piosenki Wszech Czasów. Wkładka zimowa

W 2012 r. opublikowaliśmy popularny ranking Polskich Piosenek Wszech Czasów. Jako że nadal polskie piosenki bardzo lubimy, tegoroczne Boże Narodzenie na portalu chcielibyśmy spędzić w towarzystwie utworów nie tylko świątecznych lub zimowych, ale i jednocześnie napisanych przez polskich autorów. Wybraliśmy zatem zestaw krajowych kolęd i pastorałek spoza tradycyjnego kanonu, o których warto przypomnieć sobie w tym szczególnym okresie.

Wszystkie utwory zebrane w jednej youtube'owej playliście znajdziecie tutaj. Wesołych Świąt!

Skaldowie - Będzie kolęda [muz: A. Zieliński; sł: W. Młynarski; 1968]

Wszyscy uwielbiają „Z kopyta kulig rwie”, ale Skaldowie na polu piosenki zimowej mają jeszcze liczniejsze zasługi. „Będzie kolęda” to zdecydowanie mój faworyt w tej kategorii. Takich kolędników to ze świecą szukać. Jezusie, Jezusie, chyba nikt tak obrazowo nie oddał świątecznej zawieruchy, jaką co roku można spotkać w polskich domach. CZYSTE szaleństwo ma również miejsce na poziomie kompozycji. Z całym przekonaniem stawiam tezę, że gdyby Arielowi Pinkowi strzeliło do głowy nagrać polską piosenkę na temat świąt, wybrałby właśnie utwór Skaldów. Mamy tutaj przecież cały wachlarz jego ulubionych potraw: jangle’ujące gitarki, upbeatową rytmikę czy bogactwo akordowych pochodów. Zestawu dopełnia moc frywolnych chórków serwowanych przez Alibabki. Sam utwór wieńczy zaś nieśmiertelny bonmot: Święta, święta i już po. I już po. (Patryk Weiss)

Dwa Plus Jeden - Lada dzień przyjdą święta [muz: J. Kruk sł: M. Dudkiewicz; 1973]

Raz na jakiś czas możemy usłyszeć utyskiwania świątecznych trueschoolowców, że święta nam się zamerykanizowały. Oczywiście, GLOBALNA WIOSKA i te sprawy, ale jak cofniemy się o te kilkadziesiąt lat, to dostrzeżemy, że pod płaszczykiem piosenki bożonarodzeniowej, podskórnie, Dwa Plus Jeden wprowadzali nam do estetycznej wrażliwości Amerykę. Od pierwszych dźwięków intro grzejemy tutaj amerykańskiego rocka, by w zwrotce wpuścić trochę gospelowego powietrza, mostek zaś pięknie przełamuje kompozycję wprowadzając odrobinę romantycznej nostalgii. Jest w tym kawałku pewien rzadko spotykany w tej estetyce „zadzior”. Jeśli męczą was przesłodzone, lukrowane świąteczne pierniki, koniecznie grzejcie tanie wino z Krukiem i Dmoch. (Patryk Weiss)

Czerwone Gitary - Dzień jeden w roku [muz: S. Krajewski; sł: K. Dzikowski; 1976]

Byli bracia Zielińscy, to czas i na drugich sztandarowych przedstawicieli bigbitu. Choć popularne „Jest taki dzień”, opener świątecznego albumu Czerwonych z 1976 roku, oczywiście stanowi już dalekie odejście od naparzania bitlesowskich piosenek. Szczególnie w łagodniejszej wersji towarzyszącej wideoklipowi (i znanej z anten radiowych chyba lepiej niż nieco surowsza wersja płytowa). Uroczyste wprowadzenie na posuwistych smykach sugeruje nam obcowanie z jakimś polskim „Witchita Lineman”. Przytomne, na wskroś eleganckie prowadzenie i harmonizowanie melodii, wielkiej jak kołnierz Krajewskiego, pozwala trwać przy tym skojarzeniu przez cały utwór. (Jędrzej Szymanowski)

Ewa Bem - Lulejże mi, lulej [muz: J. Derfel; sł: S. Tym; 1980]

Finał „Misia” to jedna z najbardziej przejmujących scen w historii kina. Kiedy po blisko dwugodzinnej paradzie skeczy utrzymanych w żywiole nieposkromionej dygresji sędziwy węglarz bez beki teatralnie wygłasza morał o dziedzictwie, dreszcz przechodzi ciałem za każdym razem. Tuż obok Ewa Bem wyśpiewuje specjalnie napisaną na potrzeby filmu kolędę, której dramatyzm niepodziewanie katalizuje urwana z helikoptera słomiana kukła, niczym drąg wbijająca się w zmarzniętą ziemię, zaś rykoszetem z siana i błota dostaje LUD. Powerful. (Jędrzej Szymanowski)

Krzysztof Antkowiak - Pada śnieg [muz: R. Paczkowski; sł: J. Cygan; 1989]

Delikatny jak płatki śniegu głos Antkowiaka wprowadza do kanonu świątecznej piosenki dziecięcą naiwność i radość z „małych rzeczy”. Nie da się ukryć, że cała ta zabawa jest przede wszystkim dla szczawików. I nikt się nie obraża. Dorośli mogą natomiast porozpływać się nad urokliwą progresją zwrotki, będącą owocem współpracy nieistniejącego duetu Turnau-Porcaro (tak naprawdę stoi za nią też nie byle kto, bo sam inżynier Paczkowski). Refren to już domena Cygana. Co by nie mówić o wersach lubię patrzeć jak, tak cicho spływa w dół (o śniegu) albo Dziś pan Andersen cieszy się, bo wszyscy dziećmi stają się, które od lat wprowadzają mnie w konsternację typu „co autor miał na myśli?”, to wbijają się w głowę jak gwóźdź, by powracać co roku, gdy tylko pojawi się pierwszy śnieg. O ile w wersji młodego Antkowiaka jeszcze to „uchodzi”, o tyle wykon z płyty „Dotyk” Edyty Górniak jawi się jako dość dziwaczny. Tam, w ustach dojrzałego już wiekiem wokalisty, słowa o Andersenie mogą zadźwięczeć niezłym cringem. (Patryk Weiss)

Lady Pank - Nie mów mi teraz dobranoc [muz: J. Borysewicz; sł: J. Panasewicz; 1996]

Wiadomo nie od dziś o wpływie grupy XTC na polską scenę rockową. Wczesnym wcieleniem inspirowały się Republika i Klaus Mittfoch, zasłuchiwał się Muniek i członkowie Made In Poland. Polska nowa fala często rozbrzmiewa niemal identycznie zefekconymi gitarkami, jak te na „Go 2” czy „Drums and Wires”. Wspomniany oddźwięk nie kończy się jednak na tych płytach, czego dowodem potwierdzone info o źródle nazwy zespołu Big Day. Czy możliwe, że Janek Borysewicz, zgłębiając dyskografię kapelki znanej w naszym kraju jako IKSTISI, również dotarł do „Skylarking”, gdzie zachwycił się pastoralnym pięknem „Sacrificial Bonfire”? Nie trzeba mocno wsłuchiwać się w niniejszy track z „Zimowego graffiti”, by zwątpić w potencjalną przypadkowość takiego scenariusza. Zostawmy ogólny feeling zwrotki (delikatne akustyczne arpeggio), ale Mouldingowski hook przenieśmy do refrenu – mamy to. thank you, next. (Jędrzej Szymanowski)

Roan i Przyjaciele - Ten zimowy czas [muz: Roan; sł: Roan; 1996]

Uwielbiam Aids. Liczba mnoga! To znaczy konwencję zapoczątkowaną przez Band Aid, w ramach której galeria sław spotyka się w studio nagraniowym i podtrzymując swoje słuchawki wspólnie śpiewa specjalną pieśń w szczytnym celu. Tutaj celem jest wprawdzie tylko miło spędzony zimowy świąteczny czas, ale co tam – każdy pretekst jest dobry. Okej, nie jest to może jakiś szczególnie dobry kawałek, ale idealnie spełnia swoją rolę – ciepły, przyjemny klimat ewokuje tę rodzinną atmosferę, o którą tutaj wszyscy walczymy. Kim właściwie byli ci kolesie z Roana, że mieli tak znanych przyjaciół? To właśnie nimi stoi ten numer – do aplikowania z nieodłącznym wideoklipem. Andrzej Krzywy (chyba największy wyjadacz Aids) żałuje karpia. Zalotnie rozkołysany Piasek (jeszcze Mafioso), zaskoczony jak drogowiec, kibicuje marszom Mikołaja. Fiolka ekstremalnie wykrzywia twarz przy próbach harmonizacji z groteskowo niskim tembrem frontmana gospodarzy. Członkinie De Su, blueprint dokazującego chórku z lat dziewięćdziesiątych, robią karpika. Nie wiem jak wy, ale dla mnie to wszystko wygląda jak fantastycznie spędzony – nomen omen – czas. (Jędrzej Szymanowski)

Anna Jurksztowicz - Zima lubi dzieci [muz: K. Dębski; sł: J. Cygan; 1998]

Znamy wiele twarzy Anny Jurksztowicz: cyberkobieta z „Dziękuję, nie tańczę”, uznana wokalistka jazzowa, serialowa diva, piosenkarka, producentka, pasjonatka architektury. I jeszcze jedna, jak się okazuje, najbardziej zapamiętana z dzieciństwa przez moje rówieśniczki – piękna księżniczka, prawdziwa przewodniczka małych dziewczynek. W zaprzyjaźnionej Dyskotece Pana Jacka czy zespole Fant pełniła wszak rolę swoistej opiekunki młodych wykonawców. Ten aspekt kariery PANI ANI znakomicie obrazuje załączone wideo. To zresztą jedyny w moim odczuciu słuszny wariant utworu, który w wersji albumowej został doszczętnie sknocony. Rip z TVP3 Lublin jest jednak na tyle parszywy, by przykryć obrzydliwość oryginalnego podkładu – ten w wersji niepożądane lo-fi wypada już bowiem całkiem przyzwoicie. Jurksztowicz na nagraniu, jako prawdziwa księżniczka Krainy lodu, z obstawą w postaci armii małych baletnic, uwodzi ciepłym urokiem przesympatycznej pani z przedszkola. Z głośników zaś sączy się wspaniała kompozycja. Obezwładniający hook wejściowy niemal powtarza początek „Pogody na uśmiech” Fasolek, w bardziej może rozleniwionej manierze, ale to refren przynosi największe zaskoczenie. Refren? Właściwie dwa refreny. Prosta, ale jakże skuteczna decyzja Dębskiego o wyposażeniu piosenki w dwa następujące po sobie segmenty, odmienne melodycznie (kadencja-antykadencja), ale korzystające z tej samej tkanki lirycznej, godna jest najbardziej prestiżowego wyróżnienia. Chórek wchodzący po stawiają bałwana w tym drugim to z kolei chyba najbardziej błogi moment w muzyce dziecięcej, jaki zdarzyło mi się słyszeć. Nie dziwię się, że odziane w kolorowe bluzy dzieciaki tak szaleją do tego w salach kin małomiasteczkowych MDK-ów. (Jędrzej Szymanowski)

De Su - Kto wie? [muz: M. Zieliński; sł: B. Intrator; 2000]

Wykreowany przez musical Metro oraz Roberta Jansona mini-girlsband złożony z muzycznie wyedukowanych dżobowiczek miał swoje pięć minut w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Później udało im się jeszcze na moment powrócić z jednym przebojem, na dodatek przebojem ciągle witalnym, bo od lat regularnie powracającym na rotację radiowych ramówek w tym szczególnym okresie. „Kto wie?” można określić mianem ultymatywnego świątecznego hita, eksploatującego dosłownie każdy element charakteryzujący takowe. Aranż bowiem nie pozostawia żadnych wątpliwości – zawiera i dzwony, i dzwoneczki, i rozbuchane smyki, i pasterskie instrumenty dęte. Mimo sukcesu comeback nie miał jednak udanej kontynuacji, w związku z czym artykuł na Wikipedii poświęcony karierze tria spuentowany jest chłodnym Panie wycofały się z życia publicznego. (Jędrzej Szymanowski)

Kayah - Ding Dong [muz: K. Pszona, P. Żbikowska; sł: Kayah; 2008]

Pozbądźcie się wizji dyndającego dyndola po lekturze tytułu – to jest naprawdę niewinna piosenka bożonarodzeniowa. Klimacik znowu jest ewidentny, co wspaniale podbija pomysłowy quasi-cytat muzyczny z „Last Christmas”. Kolejne highlighty: aranżacyjnie podkreślone puk-puk na wejściu właściwej zwrotki, patetyczna zmiana tonacji w końcowym refrenie, no i ten mostek. Śnieg zasypał dachy, drogi i-i-i-i-i…. – nie mam pytań. (Jędrzej Szymanowski)

Manhattan - Bambino [muz: B. Dejnarowicz, S. Lechowicz, M. Tondera, J. Sikora, J. Czubak, M. Stambulski; sł: M. Hoffmann, S. Lechowicz; 2015]

Druga po „Szanowni Państwo…” piosenka w repertuarze niezal-supergrupy Manhattan została wprawdzie zaprojektowana jako z natury świąteczna, ale tym razem na pozór brak w niej takowych wskazówek aranżacyjnych. Zamiast tradycyjnych janczarów pojawiają się jednak mroźne brzmienia syntezatorów, które w pierwszej kolejności nasuwają rzecz jasna skojarzenia z Papa Dance circa „Nasz ziemski Eden”, ale przy okazji mogą przecież także sugerować powinowactwo z nawołującymi na kolędę dzwonami. Mogą, choć tekst o perspektywie walki z zimową beznadzieją w tym smutnym kraju, teoretycznie spuentowany optymistyczną wizją, w ogólnym rozrachunku nie nastraja wcale klimatem ciepłego domowego klepiska. (Jędrzej Szymanowski)

Muzyka Końca Lata - Świąteczny [muz: Muzyka Końca Lata; sł: B. Chmielewski; 2017]

Przyznaję bez bicia: „Złoty Krążek” jest najbardziej katowaną przez mnie płytą 2017 roku. Chmielewski i spółka jak nikt potrafią stwarzać nostalgiczną aurę wokół problemów wczesnej dorosłości i to nie tylko przy pomocy lyricsów (fantastycznie puentujące refrenową kodę czuję się bezpiecznie, kiedy wiem, że Ty – dobrze życzysz mi), ale i muzyki (element świąteczności zapewniają nie tylko dęciaki i dzwoneczki, ale wywołująca uczucie ciepła i świątecznego lenistwa kompozycja). Najciekawsze jednak rodzi się na styku owych dwóch żywiołów. Z łatwością daję się kupić zagrywce, jakiej zostają poddane refreny w „Świątecznym”. Choć w warstwie muzycznej identyczne, to zawartość liryczna każe nam odbierać pierwszy jako radosny i ciepły, drugi zaś – jako pełen nostalgii (Choć kolęd już nie śpiewa nikt – całe szczęście to nieprawda!). Ostatecznie też synteza zainteresowań Chmielewskiego (polski big beat oraz amerykańskie indie) to coś dla mych uszu zwyczajnie miłego i cieszy mnie, że jednak te kolędy ktoś taki jeszcze śpiewa. (Patryk Weiss)

Wczasy - Świętokracja [muz: B. Maczaluk, J. Żwirełło; sł: B. Maczaluk, J. Żwirełło; 2017]

Zeszłoroczna składanka Na Siano Records, „Przeżyj Święta”, odpala z kopyta (jak kulig) genetycznym dla niej, potencjalnym/niezal-hitem W(szech)czasów. Oto wyczekiwany latami estetyczny kompromis między Wham! (temat + aranż), Destroyerem (frazowanie Maczaluka) i Pavement (wideofilm). Przy czym po prawdzie mamy tu do czynienia z przebojem antyświątecznym, który za pośrednictwem serii lirycznych hooków zgrabnie podsumowuje okres bożonarodzeniowy w wymiarze czysto konsumenckim, jako czas skutecznie zawłaszczany przez triumfujący kapitalizm. Chłopaki, to są te Wasze kolędy u prezydenta? Powodzenia hehe. (Jędrzej Szymanowski)

Chłopaki - Pasterz [muz: Chłopaki; sł: Chłopaki; 2018]

Od dawna wiadomo, że Chrystus był lewakiem. Wobec tego, można się było spodziewać, że prędzej czy później to nastąpi. Pasterz się bowiem wkurwił i zapytuje: WHAT THE FUCK? Praca w święta? Co to ma być za wyzysk w imię wszechmocnego kapitału? To ja jestem wszechmocny i mówię: nie musimy pracować. A może to zwyczajny narcyzm? Kto tam wie. W każdym razie, Chłopaki ów antykapitalistyczny manifest z motywem świątecznym w roli scenerii postanowili, zgodnie z panującą aurą, przyodziać w zimnofalową estetykę doskonale uwypuklającą poczucie frustracji. Zaś punktowe, cięte, motoryczne brzmienie perkusji i syntezatorów trochę w duchu Chaplinowskich „Dzisiejszych Czasów” stanowi meta-komentarz do bezdusznego świata turbokapitalistycznej tyrki. ALBOWIEM święta to nie tylko rodzinne ciepło, ale i chłód galeryjnych korytarzy czy ostrze wiszących nad nami deadline’ów. (Patryk Weiss)

Posłuchaj >>

Jędrzej Szymanowski, Patryk Weiss (23 grudnia 2018)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: mmalecki
[8 stycznia 2019]
Też czytam Porcys, nie tylko przez wzgląd na dawny konflikt, konkurencję czy jakkolwiek tę środowiskową rywalizację nazwać. Jasne, część tekstów jest napisana w sposób, ekhm, specyficzny, ale jestem zdania, że oprócz tych najbardziej manierycznych autorów można tam trafić na osoby, które pisały/piszą w swój własny, niewymuszony sposób, niebędący udawaniem Borysa D. czy Łukasza Ł.
Gość: Jędrzej Szymanowski
[8 stycznia 2019]
ja czytam, jest ok
Gość: Bambor
[7 stycznia 2019]
Dżizas, ktoś jeszcze czyta porcys? Chyba że dla beki.
Gość: mweicher
[7 stycznia 2019]
Jest pomysł, by zrobić zrzutkę na Patronite, ale chcielibyśmy najpierw dać czytelnikom powody, by wspierali portal. Wtedy by na pewno ten layout został wykończony i byłoby pięknie. Pomyślimy zaraz po podsumowaniu roku
Gość: Rafał Andruszewski
[6 stycznia 2019]
To poniżej ja pisałem.
Gość: Jędrzej Szymanowski
[5 stycznia 2019]
Ja wam kibicuję. Tylko chciałoby się BARDZIEJ, CZĘŚCIEJ i jednak ŁADNIEJ. Pozdowienia!
Gość: Jędrzej Szymanowski
[5 stycznia 2019]
prace nad nowym layoutem trwały, ale z tego co wiem zostały na dluższy czas zawieszone. w sumie jednak rzecz wtórna. ważne że jakieś teksty są pisane. a strona jest imo czytelna i wygodna w obsłudze. nawet na komórce, mimo braku RWD, czyta się to wygodniej niż porcys.
Gość: Rafał Andruszewski
[3 stycznia 2019]
Samo połączenie beżu z wyblakłą czernią, wykorzystywane tutaj jako motyw stały, rozlewający się na całość, trudno uznać za udany koncept graficzny.
Gość: Rafał Andruszewski
[29 grudnia 2018]
Nie będziemy się tutaj znęcać, bo dobrzy ludzie jesteście.

Ujmijmy to tak - graficznie jest to wszystko gdzieś w 2003 roku. Klimaty web-strony lokalnej spółdzielni mieszkaniowej w Pionkach.

Które najgorsze? Nie pamiętam zbyt wielu naprawdę dobrych... To dość radosna twórczość. A może, najzwyczajniej w świecie, branie psychodelików macie jeszcze przed sobą?
Gość: Jędrzej Szymanowski
[27 grudnia 2018]
Ppowyższą wprawdzie zrobiłem ja (nie grafik), w 5 minut, ale centralna choinka jest grafiką autorstwa Jacka Ambrożewskiego, cenionego grafika, przez wiele lat związanego ze Screenagers. Rozumiem, że efekt może się nie podobać ;) Ale piszesz w liczbie mnogiej - które jeszcze Ci nie przypadły Ci do gustu?
Gość: Rafał Andruszewski
[25 grudnia 2018]
Kto wam robi grafiki tytuowe? Bo tragiczne są...

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także