A to Polska właśnie, vol. 1

Zdjęcie A to Polska właśnie, vol. 1

Zdarzało nam się marudzić, psioczyć, narzekać na poziom rodzimych wydawnictw fonograficznych, ale mamy nadzieję, że to już przeszłość. Oto bowiem pojawiło się światełko w tunelu: w naszym zestawieniu najlepszych płyt roku 2006 Polska zaprezentowała się naprawdę solidnie. Warto jednak pamiętać, że oprócz tych najpopularniejszych pokroju Ścianki, The Car Is On Fire czy Pustek, o Myslovitz już nie wspominając, istnieje spora grupa młodych, ambitnych wykonawców, którzy, być może czasem odrobinę zaślepieni niekoniecznie ciekawymi trendami światowymi, starają się robić swoje najlepiej jak potrafią. Gwoli ścisłości, celowo pominęliśmy te kapele, którymi mocno zainteresowały się już inne ośrodki, by nie prezentować Wam w tym momencie jakichś oczywistości. Z naszej metodologii badawczej obejmującej znajomość płyt, próbek audio zamieszczanych w internecie i prezentowanych przez różnorakie, mniejsze rozgłośnie radiowe piosenek, potencjału koncertowego i ogólnego wrażenia artystycznego wynika, że jest nieźle. Zresztą sprawdźcie sami.

Iowa Super Soccer

Zdjęcie Iowa Super Soccer

Nawdychali się zdrowego, mysłowickiego powietrza i się nim nie zakrztusili, a nawet wprost przeciwnie: kapitalnie wpisali się w muzyczną tradycję swojego miasta. Z elementów folkowych, dream popowych, shoegaze’owych, akustyczno-gitarowych ułożyli kilka zgrabnych i najzwyczajniej w świecie po prostu ładnych, melodyjnych piosenek. Spośród wszystkich ośmiu kompozycji, zgromadzonych na dwóch epkach (które oczywiście z całego serca polecamy w całości), najjaśniej świecą oniryczne czy wręcz magiczne „Morning” oraz zdecydowanie najbardziej chwytliwe z całego zestawu „The River”. Małymi kroczkami Iowa Super Soccer chyba realizuje swoje marzenie zdobycia kontraktu płytowego i nagrania debiutanckiego albumu. Trzymamy za nich kciuki. (kw)

Out Of Tune

Zdjęcie Out Of Tune

Bez zbędnego spinania się, Out of Tune konsekwentnie pokonują kolejne szczeble swojej kariery, co słychać kiedy porównamy sobie nieporadne próbki sprzed półtora roku z materiałem zawartym na „Killer Pop Machine” EP. Powiedzmy sobie szczerze, że w skali światowej takich grup jest mnóstwo i każdy kto słyszał The Rapture, Radio 4 i Franz Ferdinand – bo to do nich, a nie ich pierwowzorów odwołuje się zespół – nie ma się czym emocjonować. Z drugiej strony, opublikowany własnym sumptem, nieźle wyprodukowany, przyzwoity materiał każe na Out of Tune spojrzeć przychylnie. Niekoniecznie z powodu tego, czym są teraz (choć tytułowy ma naprawdę fajną zwrotkę), ale tego czym mogą się stać za jakiś czas. (ka)

Julia Marcell

Zdjęcie Julia Marcell

Julia Marcell nie jest wyjątkową wokalistką, nie pisze zabójczo przebojowych piosenek, diabelnie elokwentnych tekstów i niesamowicie twórczych kompozycji, natomiast (zapewne sama tego nie świadoma) stanowi swego rodzaju przełomową postać dla rodzimego przemysłu fonograficznego. Oto pojawiła się w Polsce być może pierwsza singer/songwriterka jak najbardziej nowoczesna, mimo swojego klasycznego zaplecza instrumentalnego (pianino), w naprawdę przyzwoity sposób nawiązująca do współczesnych gwiazd pokrewnego jej nurtu, w tym przede wszystkim do Reginy Spektor, którą notabene Julia w swoich utworach czasem przywołuje. Epka „Storm” zawiera zaledwie pięć utworów, nie przełamuje żadnych schematów, ale jest stylowa i nienagannie zrobiona, czarująca i uwodzicielska, zresztą jak sama Julia Marcell. (kw)

Psio Crew

Zdjęcie Psio Crew

Psio Crew to urzeczywistnienie mieszanki rzeczy, które pozornie za żadne skarby nie dałyby się zmieszać. Modne ostatnio soundsystemy, oparte na gęstym i bardzo szybkim rytmie oraz elektronice, Psio Crew zmieszali z klimatami typowo folkowymi, góralskimi zaśpiewami. Jeśli frontmen nazywa się Dobry Gooral, a płyta „Szumi Jawor Soundsystem" to chyba możecie sobie wyobrazić, jak to brzmi. Zabawnie? Może i zabawnie, ale przede wszystkim pogodnie (vide góralskie przesłanie typu "transmisja do serducha") i żywo, żywo, żywo. Bardzo jestem ciekawy, jak Psio Crew odbierane będzie za granicą, bo spokojnie można by było z nich zrobić produkt na miarę oscypków. Nie ma wielkiej filozofii w tej muzyce, ale jest w sam raz na jakiś soczysty baunsik. A więc słuchajcie Electro Highlander Homie Band Psio Crew (haha), cytując za ich wizytówką na myspace'ie, bo to muzyka warta swej nazwy.(kjb)

Meritum

Zdjęcie Meritum

Za górami, za lasami była sobie kiedyś wytwórnia Lado ABC, która postanowiła zainwestować w szeroko pojętą rodzimą muzykę improwizatorską. W jej katalogu obecnie można znaleźć parę mniej lub bardziej anonimowych wykonawców, w tym m.in. grupę Meritum. Eksperymentująco-poszukująca formacja jazzowa z Warszawy w roku ubiegłym popełniła concept-album „Szcz”, gdzie bawiła się niuansami języka polskiego (np. w nazewnictwie) i żonglowała możliwościami nowoczesnej obróbki dźwięków (a chociażby wplatanie w utwór melodyjki z Koziołka Matołka). Brzmienie Meritum stanowią perfekcyjne nagrane, tętniące życiem, niekonwencjonalne i pozbawione grama nudziarstwa kompozycje. Dla laika jazzowego – przyjemna podróż w nie do końca ogarnianą stylistykę, dla konesera gatunku – uczta dla ucha. (kw)

Kawałek Kulki

Zdjęcie Kawałek Kulki

Polskie Architecture In Helsinki, polskie Deerhoof, polskie Field Music. Nieszablonowy, połamany indie-pop kwartetu z Gorzowa Wielkopolskiego przyprawia potencjalnych krytyków jego twórczości o ból głowy. Fajność ich gitarowo-skrzypcowych piosenek z chłopięco-dziewczęcymi refrenami nie ulega dla nas wątpliwości, są tylko obawy, że w specyficznych realiach polskiego rynku twórczość grupy może okazać się zbyt „dziwna”. Nie wiem czy sam zespół też myśli o tym w ten sposób, ale na myspace pisze o sobie per Piece Of Ball. Do Berlina też z domu za daleko nie ma, więc proponuję pospieszyć się z docenieniem Kawałka Kulki. Niedługo ukaże się ich debiutancka płyta – będzie dobra okazja. (ka)

George Dorn Screams

Zdjęcie George Dorn Screams

Zamiast poświęcać bydgoskiej kapeli kilka słów w tym dziale, mogliśmy zrecenzować ich debiut „Snow Lovers Are Dancing” z końca ubiegłego roku. Wtedy niestety musielibyśmy wytknąć George Dorn Screams wszystkie drobne mankamenty, na które tutaj można przymknąć oko. Skupmy się zatem na pozytywach: na onirycznych melodiach czerpiących z dokonań Low i innych przedstawicieli postrockowej spuścizny, płynnie przenikających się instrumentach, niepokojącym wokalu Magdy przywodzącym na myśl styl śpiewania Reginy Janssen z niemieckiego Donna Regina. No i najważniejsze: George Dorn Screams legitymują się naprawdę niezłymi umiejętnościami songwriterskimi. Posłuchajcie „69 Moles” czy „The Woman With A Bow”, żeby samemu się przekonać. (kw)

California Stories Uncovered

Zdjęcie California Stories Uncovered

W zeszłym roku zrecenzowaliśmy dla was płyty dwóch post-rockowych zespołów, wydawanych przez niezależny brytyjski label MotiveSounds. Tymczasem okazuje się, że na własnym podwórku mamy kultywatorów tego gatunku nie ustępujących wcale swoim kolegom z cieplejszych (muzycznie) krajów. California Stories Uncovered właśnie ukończyli materiał na swoją debiutancką EPkę. Nie jest to może stylistyczna rewolucja, nawet jak na polskie warunki (mieliśmy przecież Charlie Sleeps, mamy 3moonboys), ale i tak przyjemnie jest posłuchać rodzimych artystów sięgających po mniej oczywiste inspiracje, począwszy od Tortoise, poprzez GY!BE, skończywszy na Explosions In The Sky. Największym atutem tczewskiej formacji jest umiejętność tworzenia rozległej przestrzeni muzycznej, pełnej emocji i wrażliwości. Grupa ma potencjał i warsztat, trzymamy więc kciuki i czekamy na kolejne wieści z obozu California Stories Uncovered. (pn)

Mikromusic

Zdjęcie Mikromusic

Jeśli, drogi czytelniku, nie jesteś z Wrocławia prawdopodobnie nie obiło Ci się o uszy nazwisko Natalii Grosiak. Dziewczyna występowała kiedyś w zespole Le Foy, współpracowała z Kanałem Audytywnym i L.U.C.’iem, angażuje się w trip hopowy projekt Digit-All-Love, ale przede wszystkim stanowi wokalną wizytówkę grupy Mikromusic. Ten przesympatyczny zespolik znalazł na siebie sposób, łącząc w łatwy i przyjemny sposób electro-popowy soft jazz z prościutkimi jak kij od miotły tekstami o miłości. Czasem poziom zawartości cukru w tych kompozycjach może być nie dla każdego jednakowo odpowiedni, słodycze wszakże tuczą, niemniej na chwilę warto się zapomnieć i wraz z Natalią zaśpiewać: nawet gdy mróz, nawet gdy śnieg sypie w oczy, wtedy dobrze jest. Dobrze jest, naprawdę. (kw)

ELjazzER

Zdjęcie ELjazzER

Cudze chwalicie, swojego nie znacie – takim hasłem reklamowym powinien posługiwać się Andrzej Waśniewski, mózg polsko-czeskiego projektu ELjazzER. Spójrzmy na spektakularny sukces Beirutu, którego brzmienie oparte jest na słowiańskich i klezmerskich nutach, a pod nosem mamy coś całkiem pokrewnego. ELjazzER właśnie wpisuje się w podobną stylistykę, z tą różnicą jednak, że brzmi to wszystko jakoś bardziej swoisko, szczerze i autentycznie. Połączenie zaczerpniętej z jazzu improwizacji z tradycyjnymi żydowskimi melodiami (i daleko w tle może także eksperymentami Johna Zorna) w tym konkretnym przypadku tworzy klimat przesiąknięty z jednej strony egzotyką, z drugiej – jakąś taką melancholią i nostalgią. Ponoć grupa pracuje nad materiałem na płytę. Czekamy. (kw)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także