Półmetek 2008 - muzyka elektroniczna

Zdjęcie Półmetek 2008 - muzyka elektroniczna

„Słucham dubstepu” lub „siedzę ostatnio w minimalu” – to zbitki słów nadużywane przez osoby aspirujące do nadążania za obecnymi trendami w muzyce elektronicznej. Oba gatunki rozprzestrzeniają się jak epidemia po powodzi, oba są też coraz częściej atakowane przez twórców i komentatorów. Krytykowana jest przede wszystkim będąca produktem ubocznym nastałej mody, masowa proliferacja szablonowych i podobnych do siebie wydawnictw. Zaliczający się do wielkich entuzjastów dubstepu Simon Reynolds dostrzega dysonans pomiędzy paranoidalnym charakterem muzyki, a pogodną atmosferą na dubstepowych imprezach, pozbawionych aury nielegalności sceny rave sprzed kilkunastu lat. Dubstep oskarżany jest o bycie pretensjonalną parodią metropolitalnej apokalipsy, czego zabawna wizualizacja ma miejsce w tym filmiku. Dostaje się też i minimalowi. Na wydanym niedawno singlu, Matias Aguayo konstatuje: this music got no balls, got no groove, co w opierającym się o kultowy cytat Tymona tłumaczeniu oznacza „Twój minimal nie ma jaj i trochę brak mu łupieżu”. Symptomatyczne, że singiel wydany został wydany nakładem nieunikającego w przeszłości tego gatunku Kompaktu...

Posłuchaj: Matias Aguayo „Minimal” (DJ Koze mix)

Dubstep wykroczył dawno poza londyński obszar, z którego pierwotnie się wywodzi. Uznane labele, takie jak ~scape, czy Ninja Tune, inkorporują dubstepową estetykę do swoich katalogów; odwołują się do niej weterani w rodzaju Meat Beat Manifesto. W obliczu masowego powielania klisz gatunku podejmowane są też próby przełamania stylistycznego impasu - polegają one głównie na wymieszaniu dubstepu z innymi gatunkami. O tym, że może to przynieść ciekawe rezultaty, przekonywały płyt Vex’d, Boxcuttera czy współpraca Kode9 ze Spaceape’m. Wydany nakładem Planet Mu album „Cyclical” autorstwa iTAL tEK jest kolejnym przykładym udanej hybrydy o napędzie dubstepowym. Krążek łączy charakterystyczne dla gatunku, połamane rytmiczne matryce i ciężkie plamy zrewerbowanego basu z patentami inteligentnej elektroniki z poprzedniej dekady, zarówno w wydaniu ambientowych albumów Aphex Twin (utwory „Cyclical”, „White Mark” czy „Still Shores”) czy postindustrialnej dekonstrukcji Autechre z okolic „Tri Repetae” („Pins”). Momentami melancholijne, osadzone w eterycznych teksturach brzmienie zdobione jest też bogato samplami – w „Deep Pools” pojawia się pianino samplowane z „Pyramid Song” Radiohead, dźwięki sitaru w „Red Sky” osadzają z kolei dubstep w kontekście orientalnym. Nice shit.

Posłuchaj: iTAL tEK „Cyclical”

W przestrzeni pomiędzy dubstepem i techno z powodzeniem funkcjonuje też Martyn, którego świetny „Broken” trafił na moją listę singli roku 2007. Holenderski producent także w tym roku uraczył nas singlem, na którym odnajdziemy przypominiający nieco wspomniany kawałek utwór „Suburbia”. Kraj tulipanów, legalnej eutanazji i marihuany jeszcze godniej reprezentuje znany jako 2562 Dave Huismans. Jego tegoroczny „Aerial” prezentuje nieco bardziej minimalistyczne oblicze gatunku, nawiązując zarówno do jamajskich dubowych pierwowzorów, jak i monochromatycznych minimali spod znaku Basic Channel. Zmodyfikowana przez efekty pogłosowe teksturologia w utworze „Greyscale” mogłaby się z powodzeniem znaleźć na ostatnich wydawnictwach Deepchord/Echospace; w „Morvern” dochodzi do mieszanki dubstepu z 4/4 minimalizmem Basic Channel; osadzony w szumiących tłach, pełzający dub „Redux” znajduje się w bliskiej odległości źródłowego dubu, organiczne brzmienie bongosów uzupełniające połamany bit w „Kameleon” utrwala jamajskie asocjacje. Polecam.

Posłuchaj: 2562 „Morvern”

Dwa utwory z albumu „Aerial” znalazły się na stanowiącej kolejny przykład fuzji dubstepu z innymi gatunkami składance „Dubstep Allstars Vol.6” zmiksowanej przez Appleblima. Od powolnego dubowego początku w postaci „Gather” Perverelista, przez znany z ubiegłorocznego „Underwater Dancehall” wokalnego „Get Up” Pincha, wspomniane kawałki 2562 i „Suburbia” Martyna, aż po zbliżone do 4/4 techno Komonazmuk, kompilacja prezentuje najróżniejsze kierunki rozwoju dubstepu. Podobna idea przedstawienia przypadków przekraczania ram dubstepu i łączenia go z techno przyświeca kompilacji „Round Black Ghosts”, wydanej nakładem ~scape. Lista sprawców jest zbliżona do „Dubstep Allstars vol. 6”. Znajdziemy tu i 2562, i Martyna, i Pinch, i Pereverlista. Niespodzianką jest obecność szefa labelu, Stefana Betke (czyli Pole), który nawiązuje do modnej estetyki w będącej wypadkową minimalistycznych dub-klików i połamanej rytmiki dubstepu „Alles Klar”. Jeżeli komuś jeszcze mało to może sprawdzić Benga i jego „Diary Of An Afro-Warrior”. Kończąc już temat dubstepu: najbardziej udany mariaż światów dubstepu i minimalu miał miejsce w zeszłym roku za sprawą kawałka „Blood On My Hands” Shackletona, zremiksowanego przez Ricardo Villalobosa. W tym roku Shackleton zrewanżował sie Chilijczykowi. Na doskonałej EP-ce „Vasco Part 1” pojawia się zremiksowany przez Shackletona utwór „Minimoonstar”. O samej EP-ce będzie jeszcze później...

Posłuchaj: Pole - „Alles Klar”

Teraz coś o wspomnianym labelu Basic Channel, który jawi się obecnie niezwykle wpływowym zjawiskiem. Książeczka kapitalnego, zeszłorocznego albumu Panda Bear „Person Pitch” wymienia berlińską oficynę w pierwszej kolejności na liście inspiracji, co jest najbardziej oczywistym dowodem na to, że jej macki sięgają daleko poza świat muzyki elektronicznej. W zeszłym roku do matowego minimalu te wytwórni nawiązywały albumy Deepchord i Echospace, w tym opisywany u nas „The Coldest Season”. W tym roku współtworzący wspomniane projekty Rod Modell wydał płytkę „Incense And Black Light”, na której prezentuje nieco cieplejsze, ambientowe i bardziej sentymentalne brzmienie niż to znane ze wspomnianej płyty. Hołdujący tradycji Basic Channel londyński label Modern Love zaprezentował „Metanarrative” Claro Intellecto, na którym wpływy dubowej elektroniki mieszają się z IDM-em, ale palma pierwszeństwa w dziedzinie najbardziej spektakularnej adaptacji patentów BC należy się Move D i jego dwnastominutowemu utworowi „Drone”. Zapętlony w nieskończoność, pięciosekundowy, psychodeliczny dron obudowywany jest gęstniejącą w miarę upływu czasu, rytmiczną pajęczynką, złożoną z metalicznych uderzeń, powłok hi-hatów, i głębokiej czteroczwórkowej pulsację basowego bębna. Dwunastominutowy seans wyalienowanej, minimalistycznej hipnozy. To bardzo udany rok dla występującego pod pseudonimem Move D Davida Moufanga. Znany z rozległych zainteresowań muzycznych weteran stworzył również we współpracy z Benjaminem Brunem na płycie „Songs From The Beehive” dużo cieplejsze niż „Drone” dźwiękowe pejzaże, ale o tym za chwilę.

Posłuchaj: Move D „Drone”

Kultura reedycji kwitnie w najlepsze. R&S wydaje na nowo klasyków Detroit techno, pojawiły się reedycje weteranów acid-house’u z 808 State, czy też avant-dubowej trylogii Pole. Odkrywanie na nowo zapomnianej lub niedocenionej niekiedy klasyki cieszy, choć grzebanie w zakamarkach przeszłości jest niewątpliwie symptomem braku świeżości współczesnej elektroniki, o czym świadczą też trwające w najlepsze revivale synth-popu, electro, czy space disco. Ukazanie się jednej z tegorocznych reedycji wydaje się jednak wyjątkowo adekwatne. Mowa tu o wydanej przez koloński Kompakt kompilacji „Nah und Fern”, na którą składają się cztery wyprodukowane w latach 1996-2000 albumy Wolfganga Voigta sygnowane szyldem Gas. Albumy „Gas”, „Zauberberg”, „Königsforst” i „Pop” ukazały się pierwotnie nakładem nieodżałowanego Mille Plateaux i od dawna posiadały status białych kruków, osiągając na targowiskach systemu Amazon ceny z trzema cyframi przed przecinkiem. Gęste warstwy amorficznych loopów przenikają się tu z głuchym technopulsem, tworząc klimat psychodelicznej hipnozy, trafnie porównany przez kogoś do odgłosów nocnego rave’u słyszanego w nocy w pobliskiej miejscowości położonej po drugiej stronie jeziora. W rozmarzonych, podbitych metronomicznym basowym bitem teksturach tych wydaniwtw kryje się główne źródło inspiracji dla zeszłorocznego „From Here We Go Sublime” The Field. I to właśnie drugi powód, dla którego reedycja jest pożądana. Kompliacja ta przypomina o potrzebie przywrócenia właściwych proporcji w dyskusji o znaczeniu albumu The Field. Alex Willner jest uczniem. Voigt jest mistrzem. Amen.

W tegorocznych wydawnictwach Kompaktu na uwagę zasługuje również album „Safe And Sound” Justusa Köhncke. Na „Dopelleben” z 2005 roku Köhncke łączył kawałki klubowe z sentymentalnymi utworami wokalnymi. Ten dualizm nie funkcjonował ponoć zbyt korzystnie podczas występów na żywo, co skłoniło Justusa do rozbicia twórczości na dwa osobne projekty. Format popowych piosenek realizuje pod szyldem Kinky Justice, a własnym nazwiskiem firmuje materiał przeznaczony na parkiet. „Safe And Sound” prezentuje bardzo udane nawiązania do klasycznych nurtów muzyki tanecznej przepuszczone przez nowoczesne, elektroniczne filtry. Podbity płynną linią basu i majestatycznymi partiami smyczków „Parage” nawiązuje do funkującego disco spod znaku Chic. W „Yacht” zdigitalizowany electro-house rozpływa się w psychodelicznych syntezatorowych loopach, wyjętych z rozmarzonych produkcji 808 State. W „$26” mamy zaktualizowaną wersję przestrzennego acid-house’u, „Molybdän” kłania się klasycznym produkcjom Morodera. Znany z zeszłorocznego singla „Feuerland” to hołd dla metronomicznego krautrocka spod znaku Neu!/Harmonia. A wszystko to w świeżej, kojarzonej z Kompaktem tech-house’owej otoczce. Dużo lepsze od „Dopelleben”. Polecam.

Posłuchaj: Justus Köhncke „Feuerland”

Ulubionym labelem w tym sezonie jest Raster-Noton. Wydana w grudniu zeszłego roku perełka Franka Bretschneidera pod tytułem „Rhythm” trafiłaby do ścisłej czołówki zestawienia płyt roku 2007, gdybym miał pisać je od nowa. Zawiłe rytmiczne manipulacje, podbudowane pulsacją basu, tworzą niezwykłą klikającą magmę, będącą czymś w rodzaju zredukowanego, cyfrowego funku. Mimo zastosowania minimalistycznych metod album prezentuje godną uwagi witalność i jest daleki od akademickiej sterylności, z jaką mieliśmy niekiedy do czynienia w przypadku katalogu opisywanego w tym akapicie labelu. Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia na tegorocznym albumie Byetone zatytułowanym „Death Of A Typographer”. Odpowiedzialny za Byetone Olaf Bender współpracował z Bretschneiderem w projekcie Signal, więc dźwiękowe pokrewieństwo z „Rhythm” nie powinno dziwić. Rytmiczne nawiązania do electro lokują ten album w rzadko spotykanej w katalogu Raster-Noton bliskości tanecznego parkietu. Nie jest to jednak beztroski hedonizm. Wykazujące żelazną konsewkencję struktury rytmiczne wypełnione są zniekształconymi, wielowarstwowymi pasażami, nadającymi całości niepokojący klimat post-industrialnej apokalipsy. Rewelacyjny „Plastic Star (Session)” to przykład tej dwoistości – brzmi jak Kraftwerk wyprany z neonowego romantyzmu syntezatorowych melodii i naszpikowany masywnym basem, zdeformowanymi, teksturami i zaskakującym wejściem sfuzzowanej gitary. Apokaliptyczny rave i słuchawkowa uczta w jednym. Pozostałe utwory w równie udany sposób łączą dyscyplinę odwołującego się do electro rytmu z przeładowanym basem i bogactwem zdekonstruowanych plam dźwięku. Electro-digi-funk-glitch? Niech będzie.

Posłuchaj: Byetone „Plastic Star (Session)”

O wydanej przez Raster-Noton świetnej propozycji Alva Noto pisaliśmy juz wcześniej. Bazujący w Chemnitz label wydał też bardzo dobrą płytę Davida Letelliera, nagraną pod szyldem Kangding Ray. Album „Automne Fold” to najbardziej przystępna z tegorocznych propozycji wspomnianego labelu. Mikrorytmiczne przeobrażenia i cyfrowe usterki wskazują na powinowactwo z labelem Raster-Noton, ale często spotykany w katalogu wytwórni hermetyczny minmalizm ustępuje tu miejsca formom łatwo wchłanialnym. „Automne Fold” nie stroni od melodii i inkorporuje elementy organiczne – znajdziemy tu ukryte w cyfrowych rytmach sample gitar, pianina, kontrabasu, a nawet partie wokalne. Zbalansowany mariaż elementów organicznych i cyfrowych i daleki od zgniłości kompromis pomiędzy eksperymentem i przystępnością. I kolejny album Raster-Noton znajdujący się w czołówce wydawnictw tego roku. W drugiej połowie 2008 roku planowany jest nowy album .snd, którzy rewelacyjnie zaprezentowali się w ramach supportu przed katowickim koncertem Autechre. Podsumowując: Raster-Noton w tym sezonie rządzi.

Posłuchaj: Kangding Ray „Automne Fold”

Trwa charakterystyczny dla obecnej epoki proces wymieszania gatunków. Dowodów na potwierdzenie tej tezy dostarcza nam Thomas Brinkmann. Pięćdziesięcioletni weteran sceny minimal-techno redefiniuje się w sposób co najmniej zaskakujący. Przemiana, jakiej dokonał na zeszłorocznym albumie „Asa Breed” Matthew Dear, wydaje się przy metamorfozie Brinkmanna zaledwie kosmetyczną korektą. Brinkmann zaczyna album „When Horses Die” od wzięcia na warsztat klasyczego „In A Manner Of Speaking” Tuxedomoon, wyrecytowanego z dekadencką, pijacką manierą na tle ubogiego akompaniamentu pianina. Klimat nawiązującej do mrocznej strony syntezatorowej muzyki wczesnych lat 80. utrzymuje się przez cały album. Od dekadenckich wokali roztopionych w atmosferycznych, bezbitowych pejzażach („Spiral”), przez nawiązania do twórczości Suicide („Meadow”), aż po klimaty mrocznego synth-popu w „When Horses Die...”, Brinkmann wykonuje efektowny skok w bok w stosunku do dotyczczasowego profilu działalności. Kupuję to.

Posłuchaj: Thomas Brinkmann - „Souls”

Przy nawiazaniach do lat 80. nie sposób nie wspomnieć o Cut Copy, wskrzeszających ducha New Order, o czym pisaliśmy tutaj. Cut Copy oceniliśmy wysoko, choć osobiście mam wrażenie, że renesans synth-popu trwa już o sezon za długo. Na najnowszym albumie „The Sun And The Neon Light” modzie na lata 80. ulegli Booka Shade. W odróżnieniu od Brinkmanna zmiana profilu poprzez nawiązanie do mrocznych syntezatorowych brzmień lat tamtej dekady wychodzi im słabo. Daleko tu do poziomu doskonałego i będącego już chyba tanecznym miniklasykiem obecnej dekady „Movements”. Wolę jednak Booka Shade w roli twórców euforycznego electro-house’u niż imitatorów Depeche Mode. W labelu Get Physical dużo bardziej spodobali mi się Francuzi z Nôze, którzy na „Songs On The Rocks” proponują piosenkową i organiczną odmianę muzyki tanecznej. Syntetyczne bity kamuflowane są bogactwem żywych instrumentów i skrzyżowane z elementami kabaretowej, francuskiej piosenki tworząc zaraźliwą mieszankę, która spodoba się nawet tym, którzy na codzień stronią od muzyki elektronicznej.

Posłuchaj: Nôze

Skoro jesteśmy już we Francji to wspomnieć wypada o albumie „Sexuality” Sebastiena Telliera, na którym mamy do czynienia ze zmysłowym synth-popem, przeznaczonym – jak zdaje się sugerować tytuł – do słuchania w sypialni. „Sexuality” wywołuje dość oczywiste skojarzenia z Junior Boys, ale poziom „So This Is Goodbye” to z pewnością nie jest... Do leczenia zaburzeń erekcji raczej bym tego nie polecał.

Zobacz: Sebastien Tellier „Sexual Sportswear”

Lata 80. to jednak nie tylko synth-pop. Chicago house przypominają Prosumer & Murat Tepeli na jednym z moich ulubionych krążków w tym roku, jakim jest „Serenity”. Urzeka aksamitna melancholia otwierającego kawałka, w którym ciepłe wokalizy Prosumera i ciekawe jak na tę estetykę teksty otulone są w delikatnej, zmysłowej pulsacji. Dalej mamy nawiązania do wokalnego deep house’u w „Turn Around”, micro-house’owe fragmenty w stylu Herberta z okolic „Bodily Functions” w utworze „Lov” i charakteyrystczne dla house’owych klasyków gatunku analogowe linie basu w „Noone Else” czy „The Craze”. Chwilowe odejście od wypełniającej album, tytułowej pogodności ma miejsce w mrocznym electro-house’owym „Solid Mind”.

Posłuchaj: Prosumer & Murat Tepeli „Serenity”

Posłuchaj: Prosumer & Murat Tepeli „The Craze Live At Panorama Bar”

Pozostając przy house, ale przenosząc się do wymiaru minimal, wracamy do Ricardo Villalobosa. Boski Rysiek prezentuje materiał odmienny od momentami radykalnie minimalistycznego miksu „Fabric 36” wydanego w zeszłym roku. Tendencje w utworze „Minimoonstar” z EP-ki „Vasco Part 1” można porównać w pewnym sensie do tego, co działo się na zeszłorocznych płytach wydanych nakładem Dial Records i który można określić sformułowaniem „minimal goes deep”. Tak jak u Pantha Du Prince czy Efdemin minimalistyczne szkielety rytmiczne wtapiają się po sześciu minutach „Minimoonstar” w przestrzenne pasaże, tworząc przesyconą podskórnym niepokojem przestrzeń znajdującą się w połowie drogi pomiędzy parkietem, sypialnią. Wspomniany remiks Shackletona, eskaluje nastrój grozy przefiltrowanymi przez efekty pogłosowe elementami rytmicznymi i jest jednym z najlepszych utworów, jakie słyszałem w tym roku.

Posłuchaj: Ricardo Villalobos „Minimoonstar” (Shackleton Remix)

Do brzmienia Villalobosa z okolic „Thé Au Harem D'Archimède” nawiązuje Bruno Pronsato na albumie „Why Can’t We Be Like Us”. Pronsato uwielbia My Bloody Valentine i był kiedyś perkusistą w zespole speed-metalowym. Ten pierwszy fakt ma znaczenie o tyle, że podobnie jak „Loveless”, tegoroczne ewydawnictwo Pronsato powstawało przez dwa lata i zdradza ogromne przywiąznie do detalu. Drugi fakt determinuje brzmienie „Why Can’t We Be Like Us” – żywe, żywiołowe niekiedy partie perkusji wtopione są tutaj w miks. Barokowe bogactwo dzwięków, nieprzewidywalnie zmieniające się podczas trwania utworów czyni z tego albumu jeden z najciekwszych albumów tego roku i dowód na to, że minimal – wracając do wspomnianego na początku utworu Matiasa Aguayo – nie musi oznaczać braku groove’u, braku duszy i braku jaj.

Posłuchaj: Bruno Pronsato „Slowley Gravely”

Żywe bębny wplata w house’ową pulsację także The Mole. Płyta „As Sky As The Sky” zawiera śladowe ilości minimalowych inklinacji, obecnych w „Alice, You Need Him”, ale w odróżnieniu od Pronsato zawiera dużo więcej odwołań do klasycznego disco.

Wracamy do Move D i Benjamina Brunna. Podobnie jak zeszłoroczny „Honigpumpe” Thomasa Fehlmanna, także i wspólny album wspomnianych panów odwołuje się do symboliki miodu. „Songs From The Beehive” również łączy pulsujące bity z płynnymi, atmosferycznymi pasażami, wpisując taneczną funkcjonalność w kontekst letniego, ambientowego błogostanu. Otwierający album utwór „Love The One You’re With” rozpoczyna się wywołującymi wspomnienia letniej, popołudniowej drzemki melodiami, zdobionymi pogodnymi wokalnymi samplami i spadającymi jak krople miodu plamami syntezatora. Brzmienie stopniowo wzbogaca się o kolejne warstwy elementy rytmu i melodii, rozwijając się w okolicach szóstej minuty do postaci tanecznego, eterycznego kawałka. Dokonywane z subtelną powolnością podbudowywanie zamglonych pasaży przez delikatne, utrzymane w tempie 120 bpm rytmy mamy też w „Velvet Paws” i dwudziestominutowym „Radar”. „Honey” demonstruje bardziej jednoznacznie parkietowy charakter, choć nadal nie stroni od eterycznych tekstur. „Like A Restless Sea” to znów kapitalny manifest lipcowego ambientu. Podczas słuchania tego albumu przez chwilę można uwierzyć w nieśmiertelność lata. Highly recommended.

Posłuchaj: Move D & Benjamin Brunn

Trwa renesans disco. O Hercules and Love Affair powiedziano już w tym sezonie wszystko, także to, że jest to twór przereklamowany. Z tym ostatnim się zgodzę i odsyłam do naszej recenzji. Kelley Pollar prezentuje sie na tym tle nieco lepiej, o czym również pisaliśmy. Prins Thomas – sztandarowa obok Lindstromma postać dla renesansu space-disco ma wydać w najbliższym czasie kompilację „The Greatest Tits vol. 1”. Nie przesłuchałem jeszcze całego albumu Toby’ego Tobiasa, zatytułowanego „Space Shuffle”, ale poznane do tej pory sample rokują poważne nadzieje.

Posłuchaj: Toby Tobias feat. Kathy Diamond „The Feeling”

A teraz coś z zupełnie innej beczki – Warp Records. Powrócili Autechre, których wyczerpująco potraktowaliśmy w przeglądzie. Tegoroczny „Quaristice” to w kontekście ich dyskografii twór post-historyczny. Wygląda na to, że historia ewolucji Autechre od sentymentalnego ambient techno, poprzez targany rytmicznymi turbuencjami IDM, aż po akademickie eksperymenty z okolic przed i po „Confield”, się skończyła. Narracja nowego albumu Ae jest chaotyczna, niespójna, czerpiąca z różnych etapów działalności grupy, ale trzeba przyznać, że panowie są dalecy od uwiądu starczego i nadal potrafią inspirować, o czym niech świadczy ten amatorski teledysk do rewelacyjnego „plyPhon”. Powrócił też Clark, reorientujący swoją twórczość z IDM-u a la Aphex Twin/Borads Of Canada na rave. Powrócił też Jamie Lidell. Obaj panowie, a zwłaszcza ten ostatni, dali fantastyczne koncerty podczas Festiwalu Nowa Muzyka w Cieszynie. Choć nie pałam szczególną sympatią do studyjnego dorobku Lidella, to jego występy na żywo polecam w ciemno każdemu. Człowiek w złotej marynarce zmiótł konkurencję, o czym możecie przekonać się tutaj. Najdłuższą pałkę w warpowym zestawie pokazuje w tym sezonie Flying Lotus, który godnie zastępuje Prefuse 73 na stanowisku labelowego repreentanta w dziedzinie instrumental hip-hopu. Na albumie „Los Angeles” FlyLo łaczy połamane hip-hopowe bity, deformujące strategie glitchu, głębokie echa dubu, 8-bitowe blipy, świdrujące partie syntezatorów, przestrzenne pejzaże, armie organicznych instrumentów i okazjonalne wokale, tworząc gęsty sampladeliczny kolaż, stale zmieniający w nieprzewidywalny sposób swoje konstelacje. To płyta, do której wracałem w tym roku najczęściej. Tegoroczny numer jeden i to nie tylko jeśli chodzi o katalog Warp Records.

Posłuchaj: Flying Lotus „GNG BNG”

AI Records było labelem kontynuującym wczesną linię Warp Records spod znaku inteligentnego techno. W tym roku label ten wydał bardzu udany album Datasette. Na fundamencie w postaci energetyzującej motoryki electro powstają tutaj konstrukcje złożone z najróżniejszych materiałów. Jest tu i inkorporujacy post-punkowe brzmienie gitary „Minus Fourteen”, i dekonnstruktywistyczny IDM w „Vapour Trails”, i przestrzenne pasaże syntezatora w „Remains”, i house’owe inklnacje w „Damage Report”. Oparty na wspólnym rytmicznym mianowniku sałatka wielowarzywna. Całkiem smaczna.

Posłuchaj: Datassette „Minus Fourteen”

Autechre, Meat Beat Manifesto, Thomasa Brinkmanna czy Venetian Snares to przypadki weteranów trzymających pion i poziom. Są jednak i tacy, którzy zawodzą. Mowa o The Orb. Na „Okie Dokie It’s Orb On Kompakt” z 2005 roku skład formacji ponownie zasilił Thomas Fehlmann. O tym, że mimo pięćdziesiątki na karku zawodnik ten jest w świetnej formi pisałem w zeszłorcznej recenzji „Honigpumpe”. The Orb bez Fehlmanna mają już mniej pomysłów i zdecydowali się na powrót do własnej przeszłości. Nawiązujący do wczesnych nagrań grupy „The Dream” rozczarowuje. I na tym poprzestańmy.

Teraz coś o dwóch panach którzy przyzwyczaili nas do ekletyzmu. Kieran Hebden wykazywał w ostatnich latach aktywność, z której niewiele wynikało. Znany z otwartej na najróżniejsze wpływy folktroniki projektu Four Tet rozmieniał sie na drobne. Reaktywacja post-rockowego Fridge była nieporozumieniem, nie przekonywały sesje z jazzowym muzykiem Stevem Reidem. EP-ka „Ringer” to udany powrót Hebdena do formy, a zarazem skręt w stronę brzmień klubowych. Tytułowy kawałek to wypełnione analogowymi pętlami nawiązanie do proto-minimali Manuela Gottschinga. „Ribbons” zapętla arepeggia czegoś w rodzaju zdigitalizowanego ksylofonu i dodaje do tego organiczne melodyjki trójkąta w stabilnym deszczu hi-hatów. Ostatni na EP-ce „Wing Body Wing” to pogrążona w intrygujących gęstwinach rytmicznych mieszanka house’u z afro-beatem. Całkiem ciekawy zestaw i najlepsza rzecz Hebdena od „Everything Ecstatic”.

Drugim ze wpomnianych panów to doceniony przez nas w zeszłym roku Paul Dickow. Nagrany pod szyldem Strategy album „Future Rock” był bajecznie eklektyczną mieszanką dubu, disco, instrumentalngo hip-hopu, funku, dream-popu i ambientu. Na „Music For Lamping” Dickow skoncentrował się na jednym z elementów tej układanki. Po nawiązującym do funkcjonalnych tytułów ambientowych albumów Briana Eno tytule nietrudno domyślić się, że chodzi o... ambient. Dickow prowadzi zabawy ze zniekształceniem dźwięku, field recordingiem i inkorporacją do brzmienia szeregu organicznych elementów, a wychodzi mu to całkiem przyzwoicie. Na polu ambientu wyróżniłbym przede wszystkim Philipa Jecka i jego „Sand”. Jeck sampluje i zapętla dźwięki zebrane ze zdezelowanych winyli, dodaje do tego brzmienie tanich keyboardów, tworząc niepokojące tekstury pełne szorstkich mikrotąpnięć i zawiłych dźwiękowych labiryntów. Poprzecinane drobnymi usterkami, powoli rozlewające się pasaże w „Unveiled”, wypełniony subtelnymi, słyszanymi jakby zza szyby melodiami i kościelnymi dzwonami „Chime Again”, czy oparte na majestatycznym, linearnym dronie „Fanfares” to highlighty tego znakomitego ambientowego krążka. Tęskniący za zeszłorocznym Stars Of The Lid, znajdą masywne, orkiestrowe drony na „Night Falls” Hecq.

I to by było na tyle. Nie dało się tu opisać wszystkiego, a kilka godnych uwagi zjawisk, jak choćby powrót weteranów trip-hopu zostało przemilczanych. Ale wybaczcie, są wakacje, a pokusa odpalenia „Songs From The Beehive” w hamaku jest zbyt silna. Na koniec streszczenie dla leniwych, czyli ranking ulubionych tegorocznych płyt nizej podpisanego:

1) Flying Lotus - Los Angeles

2) Ricardo Villalobos - Vasco EP Part 1

3) Kangding Ray - Automne Fold

4) Move D & Benjamin Brunn - Songs From The Beehive

5) Bruno Pronsato - Why Can't We Be Like Us

6) Byetone - Death Of A Typographer

7) 2562 - Aerial

8) Thomas Brinkmann - When Horses Die

9) Prosumer & Murat Tepeli - Serenity

10) Phillip Jeck - Sand

11) Datassette - Datassette

12) Autechre - Quaristice

13) Justus Köhncke - Safe and Sound

14) The Mole - As High As Tke Sky

15) Alva Noto - Unitxt

Maciej Maćkowski (7 sierpnia 2008)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także