Ocena: 6

Brendan Eder Ensemble

To Mix With Time

Okładka Brendan Eder Ensemble - To Mix With Time

[self-released; 24 kwietnia 2020]

Trudno w jednym zdaniu opisać czym tak naprawdę jest Brendan Eder Ensemble. Pod względem muzycznym BEE to fantastyczne, oryginalne utwory z klarnetem i fletem poprzecznym na pierwszym planie, otoczone konwencjonalnym tłem syntezatorów oraz interesującym duetem basu i perkusji. Personalnie to grupa ponad dwudziestu jazzmanów z Los Angeles, którzy pod tym szyldem stworzyli oraz nagrali album „To Mix With Time”. Gdy pierwszy raz usłyszałem utwór otwierający płytę, „The Spirit Of”, byłem absolutnie oczarowany – czułem jakbym już to słyszał w przeszłości, jednak z biegiem czasu zrozumiałem jego niepowtarzalny charakter oraz zdałem sobie sprawę, że kompletnie zapomniałem o tym, jak wspaniałym instrumentem jest klarnet i jak pięknie potrafi brzmieć jeśli znajduje się w rękach doświadczonego muzyka.

Wprawdzie album otwiera gitara basowa, ale to klarnet jest tym, co nadaje mu zaczarowaną aurę. Tytułowy utwór zaczyna się wartką, lecz delikatną melodią graną właśnie na tym instrumencie, następnie zaczyna do niego dołączać coraz więcej elementów – grzechotki, syntezatory, perkusja, bas, gitara. „The Spirit Of” przechodzi później w quasi-rockowy dynamizm, by następnie po solówce gitary wejść w swego rodzaju refren. Dalej obiera on coraz to inne kursy poprzez zwariowane solo klarnetu przy akompaniamencie szalonej perkusji, aż po wyciszone solo fletu poprzecznego. Można pomyśleć to nie może się udać, lecz nic bardziej mylnego. Album „To Mix With Time” to głęboko przemyślana kreacja – czuć, że Brendan Eder poświęcił mnóstwo czasu aby zgrać wszystko ze sobą. Najpiękniejsze w tym jest to, że w całym tym konglomeracie muzycy musieli mieć swobodę grania po swojemu. Z pewnością niektóre założenia były wcześniej ustalone, jednak sposób, w jaki brzmi płyta, ewidentnie wskazuje na odrobinę fantazji przy nagrywaniu.

Na samym albumie zagrało ponad dwudziestu muzyków, między innymi Sam Gendel, Sam Wilkes oraz Henry Salomon. Przyglądając się nieco dokładniej im poprzednim dokonaniom z przyjemnością zaskoczyło mnie to, jaką zmianą było dla ich twórczości nagranie „To Mix With Time”. W głównej mierze ich dotychczasowe utwory to minimalistyczne duety trzymające się w ryzach konwencjonalnego jazzu – może gdybym słuchał ich w odpowiednich okolicznościach (na przykład jako muzykę tła) wtedy mógłbym je nieco lepiej poznać i zrozumieć, natomiast wspomniana płyta jest wyraźnie innym, nowym rozdziałem ich kariery. W internecie nie ma zbyt wiele informacji na temat procesu powstawania albumu, jednak jest on zdecydowanie najoryginalniejszą oraz najciekawszą pozycją w ich dyskografiach. Sam Brendan Eder zajmuje się tworzeniem muzyki filmowej do produkcji niezależnych (odpowiada m.in. za soundtrack do filmu „The Strange Thing About the Johnsons”) i nie trudno zauważyć, że jest to człowiek posiadający doświadczenie w tworzeniu wielopoziomowych kompozycji.

Słuchając tego albumu zdałem sobie jednak sprawę z tego, że mimo jego unikatowego charakteru, w pewnym momencie staje się on na pewien sposób monotematyczny. Uwielbiam jego stylistyczną jednolitość, ostre zakręty oraz ogólną aranżację, jednak będąc mniej więcej w dwóch trzecich mam wrażenie jakbym przesłuchał już całość albumu i zaczął od początku. „To Mix With Time” wykorzystuje wszystkie swoje atuty już od samego początku, balansując na krawędzi jednostajności i sprawiając, że w pewnym momencie przestaję oczekiwać czegoś więcej, a moja ekscytacja wygasa wraz z kolejnym utworem. Na szczęście całe dzieło wieńczy cover Aphex Twina, „#20 (Lichen)”, który będąc wrażliwym zakończeniem i prawdopodobnie najpiękniejszą kompozycją na całym wydawnictwie, zdecydowanie odstaje od reszty, tak jakby znalazł się tam przypadkiem albo był osobnym dodatkiem naruszającym jednolitość tej płyty.

„To Mix With Time” jest płytą, która zasługuje na uwagę szerokiego grona słuchaczy. Przestrzeń interpretacyjna oraz jego estetyka dają szerokie pole do dyskusji, przypominając jednocześnie przypominając o potencjale kryjącym się w tradycyjnych instrumentach. Liczę na to, że Brendan Eder Ensemble nie okaże się być kolejnym jednoalbumowym projektem i w przyszłości będzie nam dane poznać, co muzycy mają jeszcze do zaprezentowania. Na razie pozostaje nam wspomniane wydawnictwo – niejednoznaczna świeżość nowoczesnej muzyki klasycznej.

Michał Wereszczyński (20 lipca 2020)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także