Ocena: 7

Thom Yorke

Anima

Okładka Thom Yorke - Anima

[XL Recordings; 27 czerwca 2019]

Nowy Thom Yorke to... nowy Thom Yorke. Na tym można byłoby zakończyć tę recenzję. „Anima” to bezpieczna strefa komfortu lidera Radiohead, a co za tym idzie, swoiste rozczarowanie, bo wszystko to już kiedyś było. Jego nowa płyta tym bardziej zawodzi, gdy zestawimy ją z zeszłorocznym świetnym soundtrackiem do „Suspirii”. Yorke odkrywał w nim nowe muzyczne konstelacje, ale również odświeżał przykurzone już nieco rekwizyty ze swojego dotychczasowego songwriterskiego arsenału.

Nie oznacza to jednak, że „Anima” jest złą płytą. Wiadomo, mówimy tutaj o kolejnym premierowym materiale człowieka, który nigdy nie zejdzie poniżej pewnego poziomu. Trzeci solowy album Thoma to zbiór dobrych piosenek, niekiedy nawet bardzo dobrych. Podoba mi się delikatny „Not the News”, chaotyczny „Traffic”, ale przede wszystkim „Dawn Chorus”. Czwarty indeks to najlepsza kompozycja na płycie, typowa przepiękna minimalistyczna radioheadowa kołysanka; jest to naprawdę godne podziwu, że Yorke nadal potrafi napisać taki utwór. Zdecydowanie można go dołączyć do listy najbardziej poruszających ballad muzyka pokroju „Karma Police”, „How to Disappear Completely” czy „Unmade”.

Cichym bohaterem tej płyty (jak i zresztą całej dyskografii Radiohead oraz Thoma) jest oczywiście Nigel Godrich: nadworny producent ekipy z Oxfordu znowu pokazał, co potrafi, dzięki czemu „Anima” brzmi wybitnie. Każdy szczegół brzmieniowy jest naprawdę dopracowany: słychać, że Godrich spędził dużo czasu za konsoletą, aby to wszystko miało ręce i nogi. W efekcie brzmienie „Animy” jest jej największym plusem.

Trzeci solowy album Thoma Yorke’a nie wywołuje trzęsienia ziemi. Można wręcz odczuć, że płyty, które Yorke podpisuje własnym nazwiskiem (nie licząc projektów pobocznych pokroju Atoms for Peace i wspomnianego soundtracku do „Suspirii”) to zabawy i eksperymenty. „The Eraser” był bardzo dobrym materiałem, który ukazał się w momencie radioheadowej posuchy, lubię wracać do tej płyty, ale „Tomorrow’s Modern Boxes” i „Anima” po prostu istnieją; są fajnym rarytasem dla fanów Radiogłowych i nikogo więcej nie powinny one obchodzić. (tc)

Rozumiem sceptycyzm Tomka, jednak wydaje mi się, że nie powinniśmy aż tak krytycznie podchodzić do „Animy”. Oczywiście, nie da się ukryć, że Yorke nie nagrał płyty dziejowej, bowiem od tego faktycznie ma macierzysty zespół. Zestawiając jednak ten krążek z wcześniejszym „Tomorrow’s Modern Boxes”, „Anima” zdecydowanie wygrywa. Podczas gdy na torrentowej płycie poza singlowym „A Brain in a Bottle” nie mieliśmy za wielu zapamiętywalnych fragmentów, to tutaj Thom wręcz zasypuje nas melodiami.

Do tych najbardziej melodyjnych momentów zaliczają się między innymi „Impossible Knots” ze swoim świetnym basem, kojarzącym się poniekąd z „Reverse Running” Atoms for Peace (a niektórym wręcz z Fugazi) czy rozpoczynające netflixową krótkometrażówkę „Not the News”, które łączy dobrze znany beat (podpowiedź: closer albumu wcześniej wspomnianej supergrupy Yorke’a) z kolejnymi warstwami perkusji, pstryczków oraz syntezatorów. Warty uwagi jest także otwieracz płyty, „Traffic”, będący chyba najbardziej roztańczonym fragmentem „Aminy”. Każda ze wspomnianych kompozycji z miejsca trafia do czołówki najlepszych earwormów, jeśli chodzi o solowy dorobek lidera Radiohead.

Wymieniony wcześniej „Dawn Chorus” to faktycznie najjaśniejszy punkt „Animy”, będący jednocześnie ciemną stroną (pun intended) tej samej monety, którą na „In Rainbows” było „Videotape”; z tym, że tutaj nie mamy spokojnego pogodzenia się z losem, lecz rozważania krążące wokół jednego pytania: jeśli mógłbyś przeżyć dzień/miłość/życie od nowa, to jak? Równie emocjonalnie działa na mnie „Twist”, który wychodzi od monotonnej repetycji tytułowej frazy znanej już od siedmiu lat, stopniowo rozbudowując ją o kolejne (w miarę) taneczne elementy, aby na wysokości 3 minuty i 54 sekundy zupełnie zmienić klimat, zasiać ziarno niepewności w słuchaczu, zwieńczyć tę kompozycję pięknie zaśpiewanymi niepokojącymi słowami a boy on a bike who is running away / an empty car with the motor left running.

Ostatnia dekada jest dla lidera Radiohead niezwykle pracowita: dwa albumy z macierzystą grupą, dwa albumy solowe, soundtrack do filmu, Atoms for Peace, prace nad rocznicowymi wydaniami „OK Computer” oraz „Kid A”... Mimo mnogości muzyki, którą od Yorke’a w tym czasie otrzymaliśmy (a jestem zdania, że otrzymaliśmy więcej, niż mogliśmy się spodziewać jeszcze kilka lat temu), nigdy nie były to rzeczy asłuchalne lub ewidentnie słabe. „Anima” nie zmienia muzycznego krajobrazu roku 2019, ale jednocześnie pokazuje, że Thom Yorke mimo upływu lat nieustannie ma siłę i talent do tworzenia rzeczy, które będą po prostu w jego stylu. Tylko tyle i aż tyle. (mm)

Tomasz Ciesiółka, Marcin Małecki (19 lipca 2019)

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 
Gość: lesio
[31 lipca 2019]
W lokalnej prasie (Głos Radomska) niejaki pan Zbyszek zagaja, czy ta Anima ma coś wspólnego z płytą kultowego zespołu Tool?
Gość: co
[28 lipca 2019]
dżizas ja też nienawidzę tego internetu i tych telefonów, chyba nagram o tym pytę -_-
Gość: mmalecki
[23 lipca 2019]
@Buczo
na temat chyba tekstów najlepiej i najwięcej powiedział sam Yorke w wywiadzie dla Apple Music; jednocześnie uważam, że wizja rzucania się na komputer z siekierą jest, jak to mówi teraz młodzież, cringe'owa, i przypomina trochę o dwuwersie otwierającym "Too Many Friends" Placebo.
Gość: Buczo
[21 lipca 2019]
Niestety bardzo płytkie recenzje bardzo dobrej płyty. Pominęliście warstwę tekstową tego albumu dotyczącą zmian klimatycznych i technologii. Polecam zapoznać się z tym co o ANIMIE napisali Chaciński (Polifonia) i Kaczmarski (Nowa Muzyka). Pozdrawiam, Buczo.

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także