Ocena: 6

Laurel Halo

Raw Silk Uncut Wood

Okładka Laurel Halo - Raw Silk Uncut Wood

[Latency Recordings; 13 Lipca 2018]

Bardzo mocno chciałem dokonać kompleksowego porównania „Raw Silk Uncut Wood” i „Dust”, ale nie potrafię. To po prostu dwa krążki, które do siebie nie przystają. Nie o przepaść jakościową tu chodzi (tę w zasadzie trudno nazwać przepaścią – to raczej szczelina). Problemem nie jest również jakaś rzekoma odmienność brzmieniowa – w końcu nadal słychać, kto gra. Clou całej sprawy stanowi rozłożenie akcentów; niby i jedno i drugie to ambient, ale na „Dust” mieliśmy do czynienia z wokalem, a tracki jawnie nawiązywały do idm-u, glitchu, czy nu jazzu. „Raw Silk Uncut Wood” jest natomiast dziełem stuprocentowo instrumentalnym, a na dodatek skupionym tylko i wyłącznie na ambiencie, któremu wszelkie inne akcenty (wtedy, gdy już dochodzą do głosu) zdają się być podporządkowane, aby uwypuklić całość melancholii, jaka z niego wypływa. W tym sensie mamy tu do czynienia z odwrotnością „Dust”.

„Raw Silk Uncut Wood” jest propozycją zdecydowanie impresjonistyczną. Charakter ten został osiągnięty – jak mniemam – kosztem eksperymentów. „Dust” był albumem trudniej przyswajalnym, ale i ambitniejszym. Siłą tegorocznego wydawnictwa jest natomiast zgrabnie zarysowana nostalgia. Laurel Halo nie ustrzegła się tu jednak archetypów. Zresztą rzut oka na okładkę płyty pozwala dosyć szybko zweryfikować charakter zawartości: oto pogrążona w dekadencji kobieta wpatruje się w niebo, paląc przy okazji papierosa. Jest to dosyć typowa ekspresja melancholii, czyż nie? W tym miejscu „zgrabnie zarysowana” zaczyna znaczyć tyle samo, co „manifestująca się”, a stąd już tylko krok do zarzutu poprawności.

Istotnie, nastrój krążka budowany jest bardzo bezpiecznie i zachowawczo. Ma to swoje wady i zalety, ale jednocześnie lokuje krążek pośród wielu innych przyjemnych, chociaż jednorazowych doświadczeń. Wszak wszystko jest tutaj zrobione rozważnie i utylitarnie – tak żeby spodobało się możliwie dużej liczbie słuchaczy. Ale żeby taki efekt osiągnąć korzysta się często z ogranych patentów. I tak np. „Quietude” to utwór żywcem wyjęty z „Selected Ambient Works II” sprzed 24 lat, a „The Sick Mind” równie dobrze poradziłoby sobie na drugim krążku Jana Jelinka. Nie można również zapomnieć o numerach otwierającym i zamykającym album, które brzmią jak fragmenty kompozycji Klausa Schulze.

Ostatecznie nie mogę powiedzieć, że „Raw Silk Uncut Wood” jest albumem słabym – to nie wchodzi w rachubę! Laurel Halo zaserwowała nam jednak powtórkę z rozrywki i patenty, z którymi większość z nas zdążyła się już lata temu zapoznać. Z drugiej strony wydaje mi się, że mógłby to być dobry materiał dla wszystkich tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ambientem. Reszta może się przy nim trochę wynudzić.

Grzegorz Mirczak (2 sierpnia 2018)

Oceny

Michał Weicher: 6/10
Średnia z 1 oceny: 6/10

Dodaj komentarz

Komentarz:
Weryfikacja*:
 
captcha
 

Polecamy

statystyka

Przeczytaj także